Strona główna / Europa

Florentin, czyli być hipsterem w Tel Awiwie

Tel Awiw bez aglomeracji liczy zaledwie około 450 tysięcy mieszkańców. W izraelskiej świadomości to jednak metropolia – stolica biznesu, rozrywki i kultury. Jak każde tego rodzaju miasto, ma swoją dzielnicę artystów i hipsterów, bohemy i niebieskich ptaków. W Berlinie takim miejscem jest Kreuzberg, w Londynie – Soho, w Tel Awiwie zaś Florentin.

Alfred Hitchcock pisał, że film powinien się rozpocząć od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno już tylko rosnąć. Historia dzielnicy Florentin zaczyna się od… pożaru. I to nawet nie w Izraelu, ale w greckich Salonikach, gdzie w 1917 r. spłonęła dzielnica żydowska, a ponad 70 tysięcy jej mieszkańców zostało bez dachu nad głową. Między innymi dlatego w 1924 r. przedstawiciele Salonicko-Palestyńskiej Kampanii Inwestycyjnej zakupili działkę na południe od młodego miasta Tel Awiw. A nazwisko jednego z nich, Salomona Florentina, dało nazwę nowej dzielnicy. W pierwszych domach w latach 30. zamieszkali żydowscy emigranci z Turcji, Bułgarii, Afryki Północnej i Grecji, w szczególności z Salonik. Przywieźli ze sobą tradycyjne potrawy i rzemiosło. Do dziś można tu spróbować przysmaków wykonanych według dawnych przepisów oraz kupić przyprawy, ubrania czy ręcznie robione meble. Kilkupiętrowe kamienice świadczą o robotniczo-rzemieślniczym charakterze dzielnicy, która do lat 60. zdążyła zamienić się w slumsy.

Izraelscy Przyjaciele odkrywają Florentin

W latach 90. mieszkanie w Tel Awiwie ponownie stało się modne, ale niełatwo było znaleźć lokum w tzw. dobrej dzielnicy. Jednocześnie małym sklepikom i warsztatom w tym miejscu coraz trudniej było radzić sobie z konkurencją. Miejsce wielu z nich zajęły pierwsze galerie i studia artystyczne zwabione niewysokimi czynszami. Kiedy na całym świecie królowali Przyjaciele i Seks w wielkim mieście, telewizja izraelska emitowała ich lokalną wersję. Florentin, serial o życiu trójki współlokatorów mieszkających w tytułowej dzielnicy, stał się bardzo popularny. Sama okolica prawie 20 lat od emisji zdążyła przejść gentryfikację, ale jednocześnie częściowo zachowała swój lokalny charakter.

Znajdziecie tu alternatywne galerie, hipsterskie kafejki i kameralne restauracje, na murach artystycznej ekspresji dają ujście artyści graffiti, z balkonów powiewają tęczowe flagi, a w powietrzu unosi się zapach marihuany i świeżej kawy. Każda tutejsza restauracja ma przynajmniej kilka opcji wegetariańskich i wegańskich, bo wielu mieszkańców dzielnicy nie je mięsa. Charakterystyczna dla tego miejsca jest też miłość do psów. Na Secret Tel Aviv – największej grupie na Facebooku poświęconej życiu w Tel Awiwie – ktoś nieco przewrotnie napisał kiedyś, że jeśli wydaje Ci się, że jesteś dobrze ubrany, to jesteś w błędzie, bo pieski w dzielnicy Florentin mają bardziej designerskie ciuchy od Ciebie. Jak każdy dobry żart, kryje w sobie ziarno prawdy. Florentin to miejsce bardzo tolerancyjne – wszystkich przyciąga tu atmosfera luzu i otwartości. U siebie czują się tu zarówno „skrzypek na dachu”, czyli urodzony tutaj grający go aktor Chaim Topol, jak i Jonathan Agassi, lokalny celebryta, były aktor gejowskiego porno pracujący w sklepie spożywczym.

Zagłębie street artu

Wizyta w dzielnicy Florentin przekona do grafitti nawet największego przeciwnika sztuki ulicznej. Każdy z działających pod pseudonimami artystów ma swój znak rozpoznawczy. Dede maluje wszędzie plastry, symbolem Jamesona jest ludzik lego, #thug dodaje współczesne motywy do starych obrazów, zmieniając ich znaczenie, a Nitzan Mintz, określająca się jako poetka uliczna, wypisuje na murach swoją poezję. Miejscowy street art jest przewrotny i politycznie zaangażowany, dlatego żeby w pełni go docenić, warto podziwiać go z kimś znającym hebrajski, kto objaśni Wam żarty na murach. Poczucie humoru nie odbiera jednak artystom dużego ego. Jonathan Kis-Lev, zwany też czasem telawiwskim Banksym, namalował swoją twarz na graffiti przedstawiającym słynny Klub 27. Czegóż nie robi się dla sławy i uznania? Dla nich grafficiarze dzielnicy Florentin są w stanie wstąpić nawet na wojenną ścieżkę i… zamalować graffiti konkurencji swoim własnym! Polem działań bojowych jest najczęściej nieformalna galeria street artu przy ulicy Cordovero. Najlepsze grafitti w okolicy znajdziecie także w uliczkach na zachód od ulicy Abarbanel i na ulicy Florentin.

Coś dla ducha…

Tel Awiw jest zdecydowanie świeckim miastem, ale jeśli macie ochotę się dowiedzieć, jak wygląda w środku synagoga, to Florentin jest do tego najlepszym miejscem. Znajdziecie tu kilka świątyń z początku istnienia dzielnicy, które zachowały dawny wystrój. Często są one wkomponowane w zabudowę, więc łatwo je przegapić! Najpiękniejsza synagoga, Ohel Menachem, mieści się przy ulicy Abarbanel. Oficjalnie nie jest otwarta dla zwiedzających, ale często po modlitwach można wejść do środka, porozmawiać ze starszymi mieszkańcami dzielnicy i posłuchać ich historii.

Coś dla ciała…

Shuk (hebrajska wersja arabskiego słowa suk – targ) Levinsky to zdecydowanie miejsce dla łakomczuchów! Jeśli wyobrażaliście je sobie jako tradycyjny bliskowschodni bazar, jesteście w błędzie. To ulica, od niedawna częściowo zamieniona w deptak. Kupicie tu egzotyczne przyprawy, suszone owoce, znakomitą chałwę i burekas (pochodzące z Bałkanów kieszonki z ciasta francuskiego o różnym nadzieniu), a także tradycyjne izraelskie gazoz, czyli wodę gazowaną z dodatkiem syropu i świeżych owoców z legendarnej Cafe Levinsky. Po zakupach i lunchu możecie po prostu cieszyć się śródziemnomorskim słońcem, siedząc na kolorowych krzesełkach.

Koniecznie wybierzcie się na lunch do jednej z klimatycznych kawiarenek i restauracji. W Ninie na rogu Herzel i Florentin dostaniecie znakomite sałatki oraz obłędne bataty z pieca z pastą tahini! Na deser wyskoczcie za róg na Sderot Washington i spróbujcie malabi, izraelskiego puddingu z wodą różaną. Najlepsze lody kupicie w słynnej Anicie na ulicy Florentin, tuż koło Casbah, lokalnej mekki śniadaniowej. Na kawę warto się wybrać do kawiarni Florentin 10.

Beteavon („smacznego” po hebrajsku)!

REKLAMA

Zamknij