Strona główna / Europa

Glamping – tu jest jakby luksusowo

Nikomu nie udało się połączyć ognia z wodą. Co innego zanurzenie w naturze i komfort w dobrym stylu – te dwa żywioły dogadują się świetnie. Coraz więcej takich zmyślnych połączeń powstaje w Polsce, choć wciąż nie dorobiliśmy się na nie własnej nazwy i dlatego z angielska mówimy, że jedziemy na glamping.

Na usprawiedliwienie należy dodać, że za granicą glamping to również pewna nowość. W słynnym oksfordzkim słowniku języka angielskiego słowo to pojawiło się dopiero w 2016 r. Powstało z połączenia dwóch wyrazów: camping, czyli kemping – tych w Polsce mamy pod dostatkiem, oraz glamour, czyli blask, przepych, splendor – co oznacza podążanie w stronę złotych klamek, spa i szampana na śniadanie podanego do łóżka.

O co tutaj chodzi?

Glamour nie jest bynajmniej słowem, które jako pierwsze przychodzi na myśl przy opisywaniu letniego biwaku. Owszem, mgiełki o wschodzie słońca nad leśną polaną bywają pełne blasku, ale już w kilka minut potem w namiocie robi się za gorąco, by można jeszcze trochę pospać. W przyczepie kempingowej oddycha się lepiej, ale zwykle panuje w niej permanentny bałagan. Do sanitariatów długie kolejki. Gotowanie na kuchence polowej trwa wieki. A wieczorem zawsze któryś z sąsiadów lubi sobie pograć na gitarze… Cóż, kempingowy świat bierze się najczęściej w pakiecie i dostaje śpiew ptaków razem z kamieniami pod namiotem. Ale glamping to właśnie ten sekretny sposób, by zjeść ciastko i mieć ciastko.

Wybiera się ustronny zielony zakątek i dyskretnie wkomponowuje się w niego nocleg, który według hotelowych standardów dostałby kilka gwiazdek. Tym razem nie zabieramy ze sobą ani kuchni polowej, ani sprzętu do spania. Na miejscu będą czekały przestronne namioty, jurty, domki na drzewach lub designerskie chatki. Z wygodnym spaniem, funkcjonalną kuchnią, wszystkimi mediami w środku, a niekiedy również kameralnym spa w pobliżu.

Gdzie na glamping w Polsce?

Gdy spojrzeć na cały pomysł szerzej, okazuje się, że sama idea nie jest nowa. Po królewsku, z całym dworem, obozowali przecież dawni monarchowie – gdy ruszali na wojnę lub podróżowali z wizytą dyplomatyczną. Także nomadzi ze środkowej Azji zasiedlają nowe miejsca tymczasowo, ale na tyle długo, by się w nich rozgościć. Stawiają więc nie szałasy, ale pokaźne jurty z wieloma wygodami. Nic dziwnego, że kilka glampingów w Polsce postawiło właśnie na jurty, np. 4rest Camp na Kociewiu, gdzie przechodząc przez próg okrągłego namiotu, przenosimy się w sekundę z klimatów rodem z mongolskich stepów do luksusowej sypialni z kominkiem i łazienką.

Całkiem niedaleko, bo na Kaszubach, na nocleg w jurcie zaprasza też Chutor Dzikie Łąki. Nowoczesny namiot pomieści pięć osób i będzie komfortowy bez względu na temperaturę panującą na zewnątrz (zwykły kemping raczej na to nie pozwoli), choć gdy jest nieco cieplej, można również skorzystać ze stojącej nieopodal balii, która służy za jacuzzi pod gwiazdami.

Fanów bardziej nowoczesnego designu przyciąga z kolei Tatra Glamp w Bukowinie Tatrzańskiej. Śpi się w kopułach sferycznych – zebrane razem przypominają trochę bazę kosmiczną – oferujących panoramiczny widok na najwyższe polskie góry. W środku wyposażone są luksusowo, a zarazem ekologicznie. Optymalną temperaturę, nawet w wysokogórskim klimacie, zapewnia przytulny wystrój i – zależnie od pory roku – klimatyzacja lub elektryczny piecyk.

W tym zestawieniu nie wolno też pominąć Glendorii na Warmii, od której właściwie zaczęła się historia glampingu w Polsce. Tutaj namioty przypominają nieco lodge, w jakich mieszka się podczas safari na afrykańskiej sawannie. Odpowiedni klimat w przestronnych wnętrzach budują moskitiery, stare meble i mnóstwo detali. Namioty znajdują się na terenie obszernego sielskiego kompleksu, który obejmuje także dawną stodołę zamienioną w stylową jadalnię, basen, saunę i salon spa pod gołym niebem.

Na oderwanie się od ziemi pozwalają zaś domki W Drzewach w Nałęczowie. Wykończone zostały niemal wyłącznie drewnianymi elementami, a ogromne okna stwarzają wrażenie, jakbyśmy faktycznie zamieszkali w ogromnej dziupli, która dziwnym trafem okazała się całkiem przestronna. Aby zwiększyć uczucie oderwania od codzienności, twórcy tego miejsca nie zainstalowali w pokojach telewizorów, a konieczność schodzenia na dół choćby po małe zakupy minimalizują, dostarczając pod drzwi pyszne śniadania w piknikowych koszach. Trochę jakby luksusowo.

Zamknij