Strona główna / Ameryki

Gwatemala. Po nitce do serca

Nie szata zdobi człowieka? A jeśli utkało się ją własnymi rękami? Jeśli zawarta jest w niej mądrość przodkiń? Majańskie kobiety z Gwatemali mawiają, że stroje są ich drugą skórą. Po niewielkim państwie w Ameryce Środkowej podróżuję tropem przepięknych wzorów i barw, prastarych tradycji i najświeższych trendów.

fot. Julia Zabrodzka

Ulice są szerokie, domy mienią się wszystkimi kolorami, a barokowe fasady kościołów kapią od misternych zdobień. Dawne bogactwo widać na każdym kroku. Antigua przez prawie 250 lat była siedzibą hiszpańskich władz kolonialnych w Ameryce Środkowej. Dziś to jedna z największych atrakcji Gwatemali. Położona blisko stolicy, przyciąga turystów niczym magnes. Wielu postanawia zostać tu na stałe. Nie dziwię się im. Prócz pięknej architektury Antigua kusi ciepłem i słońcem, widokami na okalające ją wulkany, mnóstwem hoteli i restauracji. Jest idealnym połączeniem egzotyki i wygody. Lubię przechadzać się tutejszymi deptakami, zaglądać do eleganckich butików i popijać kawę zaparzoną z ziaren z pobliskich plantacji.

Największą przyjemność sprawiają mi jednak wyprawy na targ. Dopiero tu czuję, że przyjechałam do Gwatemali, gdzie połowę mieszkańców stanowią Majowie. Przychodzę nie tylko po mango i papaje, ale także popatrzeć na bajeczne ubiory handlarek. Nie mogę się nadziwić, że to ich codzienny strój. Na bluzkach oglądam miriady kolorowych kwiatów, ukryte pośród nich ryby, papugi i zielone kwezale z długimi ogonami. Początkowo wszystko zlewa mi się w wielobarwną mozaikę. Nie wiem jeszcze, jak wiele można wyczytać z kolorów i wzorów.

fot. Julia Zabrodzka

Tajemnicza piękność z monety

Targ w Antigui to brama do świata Majów nie tylko za sprawą strojów. Minąwszy niezliczone stragany, docieram do dworca. Nie ma tu hali ani poczekalni, tylko klepisko z długimi rzędami autobusów, nazywanych czasem chickenbusami. Kiedyś woziły amerykańskich uczniów, dziś docierają do najdalszych zakątków Gwatemali. Fantazyjnie pomalowane karoserie to duma kierowców, a dla turystów – dodatkowa atrakcja. Z Antigui ruszam autobusem równie kolorowym, co ubrania pasażerek. Moim celem jest Santiago, miejscowość nad jeziorem Atitlán zamieszkała przez Majów z grupy etnicznej Tzutujil. Większość turystów przyciąga tu nietypowy święty – Maximon. Ma on szczególne upodobania – nosi okulary przeciwsłoneczne i kapelusz, gustuje w alkoholu i papierosach ofiarowanych przez wiernych. Nie gardzi też pieniędzmi. Gdy wreszcie docieram na miejsce, natychmiast zagaduje mnie kilku samozwańczych przewodników. Chętnie pokażą mi, gdzie obecnie urzęduje święty, który co roku zmienia gospodarzy, niesiony w procesji z jednego domu do drugiego.

Mnie sprowadza tu inna postać. Z Santiago pochodzi Concepción Ramírez Mendoza, której profil znam z gwatemalskiej 25-centówki. W 1959 r. do małej miejscowości nad jeziorem przyjechała komisja. „Mój ojciec, pastor, dowiedział się, że szukają najpiękniejszej Indianki i kazał mi iść” – czytam we wspomnieniach ówczesnej 17-latki. Po miesiącu dowiedziała się, że to jej twarz wybrano na rewers jednej z gwatemalskich monet. Nie została jednak gwiazdą. Choć podobizna dziewczyny przechodziła z rąk do rąk, ona sama długo pozostawała anonimową Indianką w nietypowym nakryciu głowy – tocoyal, czyli „aureoli” z kilkumetrowej zwiniętej wstęgi. Kiedyś nosiły ją kobiety w kilku regionach Gwatemali, obecnie zakładana bywa rzadko: jest niezbyt wygodna, a Metysom kojarzy się z czymś niedzisiejszym i zaściankowym. Młodsze kobiety zawijają ją tylko od święta, ale w Santiago spotykam kilka starszych pań, które zgodnie z dawnym zwyczajem noszątocoyal na co dzień. Jedna z nich pozuje turystom do zdjęć, prezentując sposób zakładania taśmy. Przyglądam się bluzce kobiety, zupełnie innej niż te z targu w Antigui – między zdobiącymi tkaninę pasami widać mnóstwo haftowanych koliberków. Po chwili ruszam dalej, na główny plac miasteczka, gdzie stoi betonowa rzeźba – moneta o metrowej średnicy. Bohaterkę z 25-centówki uhonorowano dopiero w latach 90. Przyznano jej również dożywotnią pensję. Wcześniej otrzymała… cztery monety z własną podobizną. Ponoć ma je do dziś, podobnie jak tocoyal, w którym pozowała.

fot. Julia Zabrodzka

Tkaniny z odzysku

Do leżącego po drugiej stronie jeziora Panajachel płynę tramwajem wodnym – łodzią motorową zabierającą kilkanaścioro pasażerów. Spoglądając za siebie, na tle majestatycznych wulkanów Atitlán, San Pedro i Tolimán widzę maleńkie łódki rybaków. Na kei wita mnie tłumek naganiaczy, oferujących tanie noclegi. Panajachel to najbardziej turystyczna miejscowość nad jeziorem. Wzdłuż głównej ulicy ciągną się knajpy, kawiarnie, sklepy i stragany z pamiątkami, w bocznych alejkach poukrywane są hoteliki i pensjonaty. Gdy przechadzam się po miasteczku, trafiam na ciekawy widok: nieduży plac cały pokryty tkaninami. Kwieciste bluzki, poskładane w kostkę, tworzą ogromny, wielobarwny dywan. Sprzedawczyni w tradycyjnym stroju niemal wtapia się we wzorzyste tło. Mówi, że przyjeżdża do Panajachel dwa razy w tygodniu i handluje używanymi ubraniami. Bez problemu rozpoznaje, skąd pochodzą poszczególne tkaniny. „Kolory i motywy układają się we wzory charakterystyczne dla danej wsi lub regionu” – tłumaczy kobieta. Dodaje, że jej klientkami nie są Indianki, tylko turyści, kolekcjonerzy i osoby wykorzystujące skrawki tkanin do wyrobu toreb, butów czy biżuterii. Wydaje mi się, że to świetny pomysł: powtórne użycie materiałów, z których mogą powstać prawdziwe cuda.

Później mój entuzjazm studzi Angelina Aspuac, liderka ruchu na rzecz praw tkaczek. „Majańskie kobiety nie sprzedają swoich ubrań, bo mają ich za dużo” – tłumaczy mi w siedzibie stowarzyszenia, ubrana w bluzkę z misternym wzorem. „Robią to dlatego, że potrzebują pieniędzy, gdy nie mają co włożyć do garnka” – przekonuje. Projektanci chętnie wykorzystują piękne tkaniny. Gdy połączą je ze skórą lub dżinsem, ubrania potrafią osiągać niebotyczne ceny. Ale do prawdziwych twórczyń, czyli tkaczek, trafiają grosze. „Dla niektórych ręcznie wykonywane bluzki są jedyną cenną rzeczą, jaką mają. Nie kupiły ich: poświęciły tygodnie, czasem miesiące, by je utkać” – opowiada Angelina. Wiedząc już, jakie pułapki czyhają na nieświadomych klientów, postanawiam dotrzeć do źródła. Jadę do jednego z wielu stowarzyszeń lokalnych tkaczek.

fot. Julia Zabrodzka

Trendy w świecie tradycji

Siedziba Mujeres Analizadoras mieści się we wsi El Tablón, w połowie drogi z Panajachel do miasta Sololá. Wielu turystów przejeżdża tędy, zmierzając w czwartkowe i niedzielne poranki na słynny targ w Chichicastenango. Ja wysiadam i drepczę ścieżką wśród chat i poletek kukurydzy na pyliste podwórko. Przy nim stoi pobielona chałupa z gankiem – dom, jakich wiele na gwatemalskiej prowincji, a jednak wyjątkowy. Wewnątrz na ścianach wiszą oprawione w ramki hasła motywacyjne, obok kalendarz ze zdjęciami lokalnych majańskich liderek.

Założycielka stowarzyszenia, Julia Par, tłumaczy mi, że misją grupy jest walka o równe szanse i prawa dla kobiet. „Chcemy też dostarczać na rynek wysokiej jakości produkty i otrzymywać za nie godną płacę. Są wśród nas samotne matki, wdowy. Musiałyśmy się jakoś utrzymać” – opowiada. Wiele majańskich kobiet nie skończyło podstawówki, ale w tkaniu są prawdziwymi mistrzyniami. Nawet te niepiśmienne bezbłędnie przeliczają nici, by z pamięci odtworzyć skomplikowane desenie: ptaki, węże, żaby, kolby kukurydzy i dziesiątki innych motywów zaczerpniętych ze świata przyrody. Część wzorów pamięta jeszcze czasy świetności cywilizacji Majów przed tysiącem lat.

Nie znaczy to jednak, że tkaniny się nie zmieniają – pojawiają się nowe kolory, zdobienia i materiały. Dzięki Julii dowiaduję się, że Indianki kochają modę i trendy tak samo jak kobiety w innych zakątkach świata. Tkaczki demonstrują mi współczesne stroje i takie sprzed 20–30 lat. Starsze są czerwono-białe i wiśniowe, w nowszych więcej jest fioletów i niebieskości. Najbardziej jednak rzuca się w oczy zmiana fryzury. Mama Julii, Leocadia, siwe włosy splata z szeroką wstążką w dwa warkocze; kiedyś ułożyłaby je wokół głowy niczym diadem. Julia kruczoczarne pukle ma zaczesane w koński ogon, jak większość młodych kobiet w Gwatemali. Po pokazie mody przychodzi czas na oglądanie rękodzieła. Z tradycyjnych tkanin towarzyszki Julii szyją torby, obrusy, serwetki, poszewki na poduszki. Dzięki współpracy z organizacjami pozarządowymi nauczyły się szacować koszty materiałów i swojej pracy, by móc proponować uczciwą cenę. Okazuje się więc, że pamiątki dla turystów mogą być piękne, eleganckie i etyczne. Trzeba tylko dobrze poszukać źródła. Albo zakasać rękawy i wziąć się do pracy!

fot. Julia Zabrodzka

Na własnej skórze

Todos Santos leży wysoko w górach Cuchumatanes. Autobus telepie się we mgle tak gęstej, że nie widać ani pejzaży, ani choćby kilku metrów drogi. Moich współpasażerów, wyłącznie miejscowych, nie niepokoją ostre zakręty ani brak widoczności, ja po kilku godzinach wysiadam z prawdziwą ulgą na głównym placu z kościołem. Ktoś sprzedaje przekąski, jest kilka straganów z warzywami, sklepik z napojami – na pierwszy rzut oka zwykła miejscowość, tyle że na końcu świata.

Niezwykłą czynią ją stroje mężczyzn. W Gwatemali tradycyjny ubiór jest domeną kobiet. Mężczyźni noszą zwykle dżinsy i koszule lub T-shirty. Widywałam panów w tzw. traje típico, ale byli członkami lokalnych władz lub bractw religijnych. W Todos Santos tradycyjny strój noszą wszyscy: staruszkowie, dorośli, nastolatkowie, nawet mali chłopcy. To czerwone spodnie w białe pasy oraz kurty w biało-niebiesko-fioletowy prążek z ozdobnym, tkanym kołnierzem i mankietami. Całość dopełnia sztywny kapelusik. Przy tym zestawie kobiecy ubiór – granatowa spódnica i niebieska bluzka – wydaje się skromny. Zachęcona tą prostotą w Todos Santos postanawiam pójść na lekcje tkania.

Moja nauczycielka, Marcela, mieszka w drewnianej chatce z mamą i siostrą. Pierwszy dzień nauki poświęcamy na montowanie krosien. Konstrukcja wydaje się prosta – kilka drewienek o różnym kształcie – ale założenie osnowy jest skomplikowane i czasochłonne. Nie łudzę się, że sama będę potrafiła powtórzyć wszystkie czynności. Drugiego dnia rozpoczynam tkanie. Jeden koniec krosien przymocowany jest do belki na ganku, drugi opasuje mi biodra. To telar de cintura, czyli krosna mocowane w talii, których konstrukcja nie zmieniła się od tysiąca lat! Codziennie kilka godzin spędzam, klęcząc i w skupieniu przekładając wątek przez nici osnowy. Marcela jest doświadczoną tkaczką, ale gdy się pogubię i za bardzo poplączę, prosi o pomoc mamę. Po niecałym tygodniu dzieło jest gotowe. Wąski pasek pozbawiony jakichkolwiek wzorów nie prezentuje się imponująco, ale wszystkie trzy włożyłyśmy w niego dużo pracy i czasu! Cała rodzina chce, bym go przymierzyła. Ubierają mnie w tradycyjną bluzkę i spódnicę, czy raczej szeroką tubę, którą trzeba umiejętnie ułożyć i obwiązać. Marcela patrzy na mnie z dumą – a ja ledwo mogę oddychać. I to nie ze wzruszenia. Pas uciska przeponę, a sztywny materiał ogranicza ruchy. Odkrywam na własnej skórze, że podtrzymywanie tradycji wymaga sporej determinacji. Mimo tej i wielu innych przeciwności majańskie kobiety trwają przy swoich spódnicach i bluzkach. „Strój łączy mnie z mamą, babką, siostrami. Gdybym z niego zrezygnowała, to tak, jakbym się ich wszystkich wyrzekła” – dźwięczą mi w głowie słowa Angeliny Aspuac. Mimo kłopotów z oddychaniem trochę im zazdroszczę tej namacalnej więzi i wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Kiedy jechać?

Najlepszy okres na podróż do Gwatemali trwa od grudnia do kwietnia. Począwszy od maja, opady są intensywniejsze, a od sierpnia do października zdarzają się huragany.

Jak dojechać i podróżować?

Bezpośrednie loty z Europy do Gwatemali oferuje tylko Iberia (z Madrytu). Dostępne są też połączenia z przesiadką w USA albo w Panamie. Wiza nie jest wymagana, na podstawie paszportu możemy spędzić w Gwatemali do 90 dni. Na miejscu do wyboru mamy lokalne autobusy, dość powolne i zatłoczone, lub droższe shuttle busy dla turystów, kursujące między największymi atrakcjami kraju.

Co zabrać?

Noce na wyżynach bywają naprawdę chłodne, przyda się więc lekka puchówka. Szczepienia nie są obowiązkowe, ale warto wykonać te przeciw durowi brzusznemu, tężcowi i żółtaczce pokarmowej. Ryzyko zarażenia malarią występuje tylko na wybrzeżach oraz tropikalnych nizinach na północy. Środki odstraszające komary bez problemu kupimy na miejscu, podobnie jak przejściówkę do gniazdek elektrycznych.

Zamknij