Strona główna /

Ilha Formosa – Tajwan zachwyca od wieków

Ilha Formosa! Piękna Wyspa! Krzyknęli portugalscy żeglarze opływający niegdyś wybrzeża Tajwanu. Mając w uszach niniejszy okrzyk postanowiliśmy wybrać się na Daleki Wschód i sprawdzić ile jest w tym prawdy. Dodatkową motywacją był niedrogi lot liniami Air China na trasie Warszawa- Pekin- Tajpej- Pekin- Warszawa. I tak oto po 15 godzinach lotu rozpoczęliśmy dwutygodniową przygodę z niezwykle kolorową, otwartą i przyjazną wyspą.
Przemierzając Tajwan z południa, przez wschodnie wybrzeże po północ pociągami oraz skuterami, każdego dnia przekonywaliśmy się, iż portugalski okrzyk sprzed wieków wcale nie był przesadzony i jest nadal aktualny.

Fot. Shutterstock

Kolory Tajwanu.
Faktycznie, Tajwan jest nader kolorowy, okazałe świątynie zarówno buddyjskie, taoistyczne i konfucjańskie robią wspaniałe wrażenie i oddają atmosferę kraju Dalekiego Wschodu. Jest ich co niemiara w wielkich miastach, małych wioskach czy też na zboczach gór. Każdą z nich poprzedza tradycyjna wielka brama. Większa część z tych świątyń niezależnie od pory dnia jest otwarta dla zwiedzających. Wstęp jest bezpłatny, a ich gospodarze bardzo chętnie z uśmiechem na ustach oprowadzają i opowiadają o ciekawostkach danej świątyni. Zdarza się, iż przyjezdni obdarowywani są skromnymi prezentami-pamiątkami. My takie otrzymaliśmy w świątyni Sang Fang Temple w Kaohsiung. Na nas duże wrażenie zrobiło m.in. muzeum Buddy Fo Guang Shan Temple Dashu nieopodal Kaohsiung oraz świątynie Tianhou Temple znajdująca się w miejscowości Taitung na wschodzie Tajwanu czy też Shen An Temple w Hualien. Oczywiście nie można także pominąć świątyń i pagód znajdujących się w rejonie Lotus Pond w Kaohsiung. Wokół brzegów jeziora wznosi się ponad dwadzieścia świątyń. Najważniejszymi budowlami są Pagody Smoka i Tygrysa (Dragon & Tiger Pagodas Lotus Pond) Pawilony Wiosny i Jesieni (Spring and Autumn Pavilions) oraz Świątynia Konfucjusza i wielki posąg boga Xuantian Shangdi.
Ponadto, na Tajwanie kolorowe są ulice. W szczególności po zmroku, gdy włączana jest duża ilość świetlnych reklam. W wielu zakątkach miast odnaleźć można figury związane z danym miejscem, kulturą bądź chińskimi symbolami np. na naszym szlaku często spotykaliśmy na postać świni, która to według kalendarz chińskiego sprawowała prym nad 2019 rokiem. Oryginalne są także stacje metra tzw. MRT (koszt przejazdu metrem w zależności od ilości przejechanych stacji waha się od 20 do 70 dolarów tajwańskich, czyli od ok. 2,5 do 8,5 zł), gdzie spotkać można wiele plastikowych i tekturowych animowanych postaci promujących daną atrakcję bądź produkt. A przy okazji MRT… najbardziej kolorową stacją metra jest MRT Formosa Boulevard Station w Kaohsiung. Stacja ta nazywana jest także „Dome of Light” i posiada największą na świecie kolorową szklaną kopułę, która wprawia w zachwyt niejednego podróżującego.
Kolorytu Tajwanowi dodaje także przyroda. kwiaty, owoce i soczysta zieleń oraz… nocne markety.

Fot. Shutterstock

Zakochaj się w kuchni.
Czym pachnie Tajwan? Lasem deszczowym, świątynnymi kadzidełkami i… stinky tofu, czyli fermentowanym tofu, którym zajadają się Tajwańczycy. Warto dodać, że według jednego z rankingów, stinky tofu smrodem wyprzedza nawet owoc duriana…
Domyślacie się więc, że o jedzeniu będzie teraz mowa. Pod tym kątem zakochaliśmy się w tej wyspie. I to po raz kolejny… Całkowicie pomijamy tu sklepowe półki, które nieźle opróżniliśmy by przywieźć smakołyki do Polski. Skupiamy się na straganach. Na całym mnóstwie straganów. Tych dziennych i nocnych, kiedy nagle czteropasmowa ulica w centrum miasta zamykana jest dla ruchu drogowego, a w mig pojawiają się na niej dziesiątki straganów.
Ogólne wrażenie? Tajwańczycy wiecznie coś jedzą. Przed wejściem do pociągu, zanim ów pociąg ruszy i zaraz po wyjściu z dworca. I nie jest to prowiant suchy jaki znamy z naszego kraju, typu kanapka, a pachnące na cały przedział gorące dania.
I jak tu się dziwić, gdy wychodzisz rano na ulicę i od razu musisz jeść, bo wszystko kusi twój węch, oczy i podniebienie. Życie kulinarne toczy się na ulicy. Nie szukajcie wykwintnych restauracji, choć takie z gwiazdkami Michelin też znajdziecie. Zaglądajcie tam, gdzie jest tłum lokalsów.
Na śniadanie zapraszają nas bułeczki lub pyzy gotowane na parze z różnym nadzieniem – od mięsnych po słodkie robione z czerwonej i białej fasoli, a nawet batatów. Do tego ogromy kufel zielonej herbaty lub różnosmakowych napojów mlecznych jak papayamilk i świat od razu jest jeszcze piękniejszy. Z herbaty, tej mrożonej z kulkami z tapioki, Tajwan słynie. To stąd wywodzą się tak zwane Bubble Tea, ale kompletnie różne od tych serwowanych w Polsce. Taki przykładowy zestaw: bułeczka na parze z herbatą jest wspaniały, tani i smaczny. W zależności od wielkości herbaty i rodzaju bułeczek zapłacicie za niego mniej jak 8 złotych.
Czas na lunch. Co powiecie na michę pysznej zupy z kaczką z tradycyjną tajwańską herbatą oolong na orzeźwienie? To do dzieła. Z portfela wyciągnijcie około 10 złotych i smacznego!
Po obiadku należy się coś słodkiego. Wytworne cukierenki są, ale tłoku w nich nie ma. Co innego w przydrożnych stoiskach z lodami. O rany! Micha lodowego deseru z mango nie dość, że jest tak ogromna, że naje się nią para, to jeszcze jest tak pyszna, że będziecie chcieli więcej. Sekret? Świeże dojrzałe mango i… kruszony lód polany owocowym sokiem. Tak tak, tu lody mleczne są passe. Do tego wedle życzenia mamy całą paletę różnokolorowych galaretek.
W każdym z regionów mogliśmy zasmakować różnych potraw, ale ich bogactwo widać na nocnych marketach (night market). Tam znajdziecie dosłownie wszystko.
Zacznijmy od słodkich przekąsek: spróbować można wafle nadziewane pastą z fasoli na słodko, batatowe kuleczki przypominające nasze małe pączusie, aborygeńskie galaretko-budynie, słodkie fioletowe bulwy taro. Mamy też hit słodkiej części Tajwanu – ciastka ananasowe, które są produktem eksportowym wyspy.
Za przystawkę świetnie mogą służyć drobne muszle i inne owoce morza, których jest na Tajwanie mnóstwo. I tak próbowaliśmy między innymi grillowane kalmary, czy placek jajeczny z ostrygami. Prawdziwym hitem są tajwańskie pierożki – robione na parze albo smażone. Tak delikatnego ciasta jeszcze nigdzie nie jedliśmy, a farsz mięsny z imbirem oraz porem zachwyci każde podniebienie. Obok nich nigdy nie mogliśmy przejść obojętnie. Uwielbiamy my i nasze żołądki.
Czas na danie główne – patelnia! Czyli makaron z sosem grzybowym lub pieprzowym, kawał mięsa i jajko – to kolacja idealna.
Gdy już się posililiśmy i nic więcej nie zmieścimy w żołądku, trzeba się zabawić. Kto by w ciepły letni wieczór w domu siedział! I tak na nocnym markecie spotkacie różnego rodzaju rozrywki dla dzieci, młodzieży i starszych. Zatem mamy tu łowienie rybek (baseny z żywymi rybkami zdecydowanie potępiamy…), automaty, rożne „zręcznościówki” z misiem do wygrania i… karaoke tak uwielbiane przez Azjatów.
Sami widzicie, że nie sposób nie kochać Tajwanu. Pozostanie tam na dłużej niż standardowy dwutygodniowy urlop grozi ewidentnym przytyciem. Ostrzegamy! A gdybyście jednak dali się skusić na te pyszności to polecamy w szczególności te night markety:
– Ruifeng Night Market w Kaohsiung (ciasny, przepełniony, lokalny)
– Raohe Street Night Market w Taipei (lokalny, choć sporo turystów)
– Siwei Night Market w Taitung (nagle o 18.00 zamykana jest czteropasmowa ulica i wyciągane są stragany z jedzeniem – niesamowite!)
– Dongdamen Night Market w Hualien (turystyczny, ale jest dużo alejek i muzyka na żywo)
Jednym słowem – na Tajwanie trzeba jeść!
W objęciach Wielkiego Kanionu
Na wschodzie wyspy, w miejscowości Hualien wskoczyliśmy na skuter i udaliśmy się do jednej z najbardziej znanych tajwańskich atrakcji – Taroko National Park. W trakcie pokonywania niespełna 25-kilometrowego odcinka drogi na jednym ze skrzyżowań tuż obok nas zatrzymał się nieco wysłużony samochód. Natychmiast otworzyły się w nim okna i ukazały się machające do nas ręce. Odmachaliśmy i po zmianie sygnalizacji na kolor zielony odjechaliśmy przed siebie. Po kilkunastu metrach ponownie zatrzymujemy się na czerwonym świetle. Dołącza do nas znane już nam auto. Raz jeszcze otwierają się okna i natychmiastowo wyskakują z nich te same dłonie z okrzykiem „Hello”. Sytuacja ta powtarza się jeszcze kilka razy na kolejnych skrzyżowaniach. Ostatecznie po wielokrotnym machaniu i wspólnym przebyciu kilku kilometrów, auto zatrzymuje się przed nami na środku dwupasmowej drogi. Z samochodu z uśmiechem od ucha do ucha wyskakuje Tajwanka w średnim wieku, otwiera bagażnik, wyciąga z niego całą kiść bananów i z wielką radością kładzie nam ją na skuterze, życząc po chińsku smacznego. Byliśmy w szoku. Jak się później okazało kiść bananów była dla nas zbawienna.
Dojechaliśmy do Taroko National Park. Wstęp do Wielkiego Tajwańskiego Kanionu jest darmowy i według nas najlepiej poruszać się po nim na skuterze. Park to wielka formacja skalna (27 szczytów o wysokości powyżej 3000 m n.p.m), którą przecina wijąca rzeka, tworząc przy tym okazałe wąwozy. Wysokie góry połączone są ze sobą wieloma mostami i tunelami. Na zielonych zboczach gór ulokowane są świątynie, które nadają temu miejscu kolorytu i dodają tajemniczości.
Taroko National Park to także miejsce grozy. Teren ten dość często nawiedzają trzęsienia ziemi i tajfuny. Jednak mimo tego Tajwańczycy budują tutaj drogi i schody na potrzeby turystów. Niejednokrotnie drogi te znajdują się na skraju wysokiego wąwozu. Przejazd nimi przyczynia się do wzrostu adrenaliny i szybszego bicia serca. Wrażenia są tutaj niesamowite.
Taroko National Park to obowiązkowe miejsce do odwiedzenia podczas pobytu na Tajwanie. Na odkrycie wielu zakątków parku należy zarezerwować około dwa dni. Tym bardziej, iż wizytę można rozpocząć od przyoceanicznej, kamienistej plaży ulokowanej u stóp Wielkiego Tajwańskiego Kanionu.

Fot. Shutterstock

Spokój i natura na wyciągnięcie ręki.
Mała, jednakże niezwykle urocza wysepka, oddalona od wschodniego wybrzeża Tajwanu o około 35 kilometrów. Green Island, bo o niej mowa, to ostoja natury, spokoju i pełnego wyciszenia. Na wyspę można dostać się statkiem bądź samolotem z miejscowości Taitung (Taidong). My wybraliśmy pierwszą opcję (koszt jedyne 100 zł/osoba za kurs tam i z powrotem). Tu również mocne wrażenia gwarantowane i osoby z chorobą morską lepiej niech wybiorą drogę powietrzną, ponieważ silne prądy morskie nie umilają podróży.
Green Island, jak sama nazwa mówi to wyspa pełna zieleni. Na jej terenie znajduje się tylko jedna miejscowość, którą zamieszkuje niewiele ponad 3 tysiące osób. Wyspę o długości 4 kilometrów i szerokości 3 kilometrów najlepiej zwiedza się na skuterze. Dzięki niemu można dotrzeć do wielu zatok, klifów, pagórków czy też niewielkich plaż. Koszt wypożyczenia skutera to ok. 40-50 zł na dobę. Green Island to raj dla wielbicieli nurkowania oraz snorkelingu. Znajduje się tutaj wiele ośrodków oferujących pomoc w zwiedzaniu podwodnego świata. Wyspa słynie także z rzadko spotykanych gorących źródeł ze słoną wodą zlokalizowanych tuż przy brzegu Oceanu Spokojnego. Temperatura wody waha się od 30 do 45 stopni. Z basenów na świeżym powietrzu można korzystać za jedyne 20 zł, praktycznie przez cały dzień, bo od godziny 6:00 do 24:00. Bez dwóch zdań Green Island to miejsce, gdzie każdy może rozkoszować się błogim wypoczynkiem, pełnym obcowaniem z naturą i stuprocentowym oderwaniem się od codzienności.
Mimo otaczającej nas zewsząd zieleni, w głowie utkwił nam także inny kolor… Po przybyciu na wyspę okazało się, iż właścicielami naszego guesthouse’u są wielbiciele koloru… różowego. Dzięki nim choć na chwilę świat stał się dla nas iście różowy i by to zobaczyć nie musieliśmy ubierać do tego stosownych okularów.

Fot. Shutterstock

Tajpej – Tajwan w pigułce.
Choć na Tajwanie zachwyciła nas natura, to nie można zapomnieć o wielkich aglomeracjach. Z tych słynie zachodnie wybrzeże Tajwanie, ale zdecydowanie największym miastem jest stolica Tajpej.
Będąc w Tajpej nie sposób nie zauważyć i ominąć symbol nowoczesności oraz rozwoju współczesnego Tajwanu. Wieżowiec Taipei 101 to najwyższy budynek stolicy wyspy i do 2010 roku był najwyższym budynkiem na świecie. Wyglądem przypomina łodygę bambusa i znacie go chociażby z sylwestrowej nocy, kiedy to punktualnie o północy tysiące fajerwerków tworzą niesamowite show transmitowane przez międzynarodowe telewizje. Jak sama nazwa wskazuje składa się on z 101 pięter i wznosi się na wysokość 509,2 m. Zainstalowane zostały tutaj najszybsze windy na świecie – na 89 piętro budynku wjechaliśmy niecałe 40 sekund! Na tym właśnie piętrze znajduje się ogólnodostępny punkt obserwacyjny (bilety najlepiej rezerwować z wyprzedzeniem), a dwa piętra wyżej zewnętrzna platforma widokowa, z których to rozpościera się wspaniała panorama miasta. Z uwagi na częste występowanie w tym regionie trzęsień ziemi oraz silnych huraganów tropikalnych, drapacz chmur wyposażony został w olbrzymi na skalę światową stabilizator, który odpowiada za ochronę budowli przed drganiami. Sporych rozmiarów kula o wadze 660 ton została zawieszona pomiędzy 92 a 88 piętrem budynku. Rozmiary kuli można zobaczyć i ocenić na własne oczy. Jeden z największych elementów budynku jest dostępny dla zwiedzających. Przy okazji można dowiedzieć się wielu ciekawostek, jak kula wielokrotnie uratowała budynek, stawiając czoła wielu huraganom i trzęsieniom ziemi.
Duma narodowa i najbardziej majestatyczny plac w stolicy wyspy to zaraz po drapaczu chmur Taipei 101 obowiązkowy punkt zwiedzania Tajpej. Mowa o Narodowej Hali Pamięci Czang Kaj Szeka. Wzniesiono ją w 1980 roku ku czci byłego prezydenta Tajwanu, Czang Kaj-szeka. Imponująca budowla robi niesamowite wrażenie, podobnie jak olbrzymi pomnik byłego prezydenta, przy którym o każdej pełnej godzinie można obserwować zmianę warty (w godzinach o 9.00 do 17.00). A prezydent ma też wyjątkowy widok na ukochane miasto. Wejść do niego można na dwa sposoby – po zewnętrznych schodach, których jest 89, gdyż w takim wieku zmarł Czang Kaj-szek, lub od środka zwiedzając bezpłatnie halę pamięci z wystawami o historii Tajwanu, a także samym polityku i jego życiu zawodowym i prywatnym. Dowiecie się, ba! zobaczycie w wydaniu plastikowym nawet, jakie było jego ulubione danie. Sam plac również robi niezwykłe wrażenie, gdyż oprócz mauzoleum zawiera ogrody oraz Teatr Narodowy i Narodową Salę Koncertową.
W Tajpej warto zaplanować sobie co najmniej połowę dnia na odwiedzenie Narodowego Muzeum Pałacowego (National Palace Museum), w którym znajduje się największa na świecie kolekcja eksponatów sztuki chińskiej. To około 700 tysięcy unikatowych przedmiotów, które w większości pochodzą z cesarskiej kolekcji sztuki zgromadzonej przez cesarza Qianlonga. Wiele dzieł sztuki zostało przywiezionych tu z Pekinu podczas ucieczki ludności sprzeciwiającej się chińskim komunistom. Podczas podziwiania wiekowej biżuterii, unikatowej ceramiki, wspaniałych obrazów oraz pięknych dekoracji, które tworzone były na specjalne polecenie chińskich władców, napotkaliśmy na pewną ciekawostkę związaną z naszym krajem. Trzeba przejechać tysiące kilometrów aby dowiedzieć się jakie skarby posiada nasza rodzima ziemia. Ni stąd, ni zowąd naszym oczom ukazał się napis „Jordanow Slaski (Poland)”. O co tu chodzi? Otóż jak się okazuje, w okolicach tejże niewielkiej miejscowości na Dolnym Śląsku znajdują się złoża jadeitu i nefrytu, czyli niezwykle rzadkich minerałów o zielonym zabarwieniu, z których powstawały i nadal powstają niejedne jubilerskie cudeńka. Są one niezwykle popularne na Tajwanie i też swoje kosztują. Swego czasu były one bardzo pożądane przez chińskie cesarskie rody. Dziś minerały te wydobywane są przede wszystkim w 26 miejscach na świecie, w tym właśnie w podwrocławskiej miejscowości!
Niby w mieście, ale jednak naturę czuć na każdym kroku. Tak w skrócie opisać można herbaciane wzgórza Maokong. Dotrzeć do nich można metrem do stacji Taipei Zoo i kolejką gondolową. Trasa kolejki prowadzi nad szczytami wzgórz otaczających stolicę. Podczas wjazdu przy dobrej przejrzystości powierza ukaże wam się zapierająca dech w piersiach panorama miasta i górujący nad nią Taipei 101. Na wzgórzu oprócz niezliczonych pól herbacianych oraz herbaciarni zajrzeć polecamy do muzeum herbaty. Kolejnym obowiązkowym punktem jest degustacja herbaty, a nawet lodów herbacianych.
Pozwiedzane? Czas na relaks! Ponieważ Tajwan leży na styku dwóch głównych płyt tektonicznych, wyspa jest aktywna geologicznie, z uśpionymi wulkanami i ponad setką gorących źródeł. Te znajdują się również w stolicy. Najbardziej znane są z pewnością Beitou Hot Spring w Tajpej. Wyjątkowe źródła z wodą, w której można gotować jajka wypływają z głębi ziemi. Wizyta jest darmowa, a wrażenia naprawdę niespotykane. Woda w jeziorze się faktycznie gotuje! W pobliżu znajduje się muzeum gorących źródeł i niecki ze schłodzoną do około 40 stopni wodą. Istnieją bardzo specyficzne zasady lub etykieta, jeśli chodzi o korzystanie z gorących źródeł i nie każdy stój kąpielowy w tych publicznych jest dozwolony. Podobnie jak fotografowanie podczas kąpieli. Jednak pogawędki z uprzejmymi Tajwańczykami już tak. A ci przychodzą tu dzień w dzień i chętnie opowiedzą o zbawiennym działaniu gorących źródeł i wspaniałości całej wyspy, jej historii i kultury. Tajwan przeżyć trzeba po prostu wszystkimi zmysłami.

Zamknij