Strona główna / Azja

Iran. W baśniowym świecie Orientu.

Grabarz, stary Reza, z wysiłkiem wciągał zwłoki na szczyt wzniesienia. Z każdym krokiem ciało zmarłego robiło się coraz cięższe, a na twarzy cmentarnego tragarza pojawiało się coraz więcej kropel potu, które spływały po jego wychudzonych policzkach. Sępy, przeczuwając zbliżający się posiłek, coraz liczniej zaczynały się pojawiać na błękitnym niebie, coraz bardziej zniżały lot. Truchło w końcu znikało z oczu bliskich za wysokim murem Dakhme, miejsca owianego mistyczną tajemnicą. Każdy wiedział jaki będzie ciąg dalszy obrzędu. Nasselar, jak nazywano grabarza, nigdy nie grzebał zwłok w świętej ziemi, które jako nieczyste, zaatakowane przez złe moce i demony nie mogło jej skalać. Pozostawiał je więc na otwartej przestrzeni na żer sępom, które czyściły je do kości. Jednak zanim pozwolił, aby misterium się wypełniło, uważnie patrzył które oko zmarłego zostało wydziobane jako pierwsze – jeżeli prawe, to czekało go zbawienie, jeżeli zaś lewe, to przyszłość duszy nie rysowała się w kolorowych barwach…

To nie jest początek nowego horroru Stephena Kinga, tak do lat 70-tych XX wieku wyglądał tradycyjny, zoroastriański pogrzeb w pustynnym mieście Yazd położonym w samym sercu Iranu. Trudno dostępne położenie sprawiło, że Yazd uniknął najazdów i wojen, stał się schronieniem dla uciekających przez inwazją Arabów zoroastrian. Obecnie obrzęd jest zakazany przez władze, a same Dakhme, czyli Wieże Milczenia nie budzą już grozy, stały się obiektami turystycznymi przeznaczonymi do zwiedzania. Na obrzeżach Yazd ostały się dwie takie wieże. Jedna przeznaczona była dla kobiet, druga zaś dla mężczyzn. Słowa „prochem jesteś i w proch się obrócisz” miały tu dosłowne znaczenie, gdyż kości zmarłego, po oczyszczeniu ich przez ptactwo z mięsa i wnętrzności, wrzucano do głębokiego dołu pośrodku wieży, gdzie wysuszone przez słońce kruszone były na proch. Zoroastrianizm to prastara, jedna z najstarszych monoteistycznych religii świata, w której najważniejszą rolę odgrywa wiara w jednego boga – Ahura Mazdę oraz kult ognia. Z tego też powodu nieczyste zwłoki nie mogły być palone, aby nie skazić najświętszych płomieni.

Yazd jest jednym z najdłużej zamieszkałych bez przerwy miast na świecie. Położony jest u podnóża gór Kuh-e Rud, a otaczają go dwie pustynie – Dasht-e-Kavir i Dasht-e-Lut. Yazd zdaje się wyrastać z piasku niczym oaza z Baśni 1001 nocy. Najstarsza część miasta zbudowana z gliniano – słomianych cegieł dosłownie przenosi mnie setki lat wstecz do czasów, gdy biegł tędy słynny, owiany legendą i nimbem tajemniczości, Jedwabny Szlak. Spaceruję labiryntem uliczek, ścieżek, zaułków i odnoszę wrażenie, że czas się tu zatrzymał, a życie toczy się niezmiennym od wieków, leniwym rytmem. Gliniane mury bronią prywatności domostw, prawdziwe, codzienne życie dzieje się tuż za nimi. Gdzieniegdzie przemyka, niczym zjawa, kobieta odziana w czarny czador, ciszę mąci silnik motocykla, przebiega wystraszony kot. Ciekawostką jest, że wrota prowadzące do posesji posiadają niekiedy dwie kołatki, które wydają różne dźwięki. Kto chce spotkać się z gospodarzem używa większej, kto z panią domu mniejszej i węższej. Z racji swojego położenia, w letnich miesiącach w Yazd jest piekielnie gorąco, temperatura przekracza często 40 stopni w cieniu. Domy budowane z mieszaniny gliny i słomianej sieczki, choć wyglądają niepozornie, są doskonałe na tutejszy klimat – w lecie dają przyjemny chłód, w zimie zachowują ciepło, gdyż glina ma wyjątkowe właściwości izolacyjne.

Tutejsi mieszkańcy mają jeszcze jeden wyjątkowy sposób na upał – łapacze wiatru, czyli tzw. badgiry. Łapacze wiatru to ceglane wieże, które na ogół wznoszą się na wysokość od 30 cm do nawet 5 m nad dachem. Mają one u góry podłużne, prostokątne otwory wentylacyjne po jednej, dwóch lub nawet ośmiu bokach. Zastosowaniem łapaczy wiatru jest chłodzenie i wentylacja pomieszczeń na parterze i w piwnicach domów, gdyż powietrze uwięzione w otworach wieży jest schładzane podczas jego opadania. Konstrukcja pozwala na schwytanie najmniejszych podmuchów wiatru i ich skierowanie w dół. Badgiry połączone są bardzo często z, wpisanymi na listę UNESCO, kanatami – podziemnymi tunelami, którymi płynie świeża, zimna woda sprowadzana z pobliskich gór. Ruchy złapanego wiatru wytwarzają w wieży podciśnienie i powodują zassanie mocno schłodzonego powietrza z wylotu kanatu. Same badgiry oprócz funkcji praktycznej, pełnią także rolę ozdoby domu, zazwyczaj posiadają kunsztowne i misterne wykończenia z cegły czy gliny.

Spacerując po starej części miasta koniecznie należy wejść na dach któregoś z budynków. Oczom ukazuje się kadr dosłownie wycięty z „Księcia Persji” – kopuły meczetów i las strzelistych wież minaretów, pokrytych fantazyjnie zdobionymi turkusowymi, niebieskimi i zielonymi płytkami, mury obronne z charakterystycznymi wyłomami na szczytach, do tego dziesiątki badgirów. Wiele herbaciarni reklamuje się szyldem „The best view”. Zachęcony wchodzę do pierwszego lepszego lokalu. Roztaczającej się z jego szczytu panoramy miasta, tuż przed zachodem słońca, nie zapomnę do końca życia. Podobnie zresztą jak i czarnej herbaty, w której parzeniu Irańczycy są mistrzami. Do herbaty obowiązkowo podawane są świeże, rozpływające się w ustach daktyle, z których Iran słynie na cały świat oraz kalyan, czyli fajka wodna. Z racji zakazu spożywania alkoholu, kalyan jest nieodłącznym towarzyszem spotkań, także kobiet. Jego przygotowanie to swoisty rytuał, a odpowiada za to specjalnie wyszkolona osoba, która w mojej obecności umieszcza w cybuchu sprasowany, aromatyczny tytoń, a na nim rozgrzane drzewne węgle. Następnie sama zaciąga się kilka razy i dostaję gotową do palenia fajkę wodną. Do wyboru mam tytoń o różnych smakach – granatu, pomarańczy, winogrona, ale chyba najbardziej popularny jest smak jabłkowy. Już sama woń przyprawia o przyjemny zawrót głowy. Dobrze przygotowany kalyan można palić nawet do dwóch godzin.

W panoramie Yazdu uwagę zwracają dwa najsłynniejsze meczety. Pierwszym z nich jest dominujący nad starym miastem Masjed-e Jameh, czyli Meczet Piątkowy, którego początki sięgają XII wieku. Prowadzi do niego błękitna brama z przepięknym stalaktytowym zdobieniem, którą wieńczą dwa smukłe, 48-metrowe minarety, które są najwyższe w całym Iranie. Fasada meczetu oraz wnętrze pokryte są misternymi kaligraficznymi, geometrycznymi i roślinnymi ornamentami, niebiesko – zielonymi mozaikami, finezyjnymi wzorami i dekoracjami z ceramicznych płytek. Meczet Piątkowy to najważniejsza świątynia w każdym mieście w Iranie. To nie tylko miejsce do modlitwy, ale także miejsce, gdzie podczas chutby, czyli obowiązkowego, piątkowego kazania wygłaszanego przez chatiba, komentowane są bieżące wydarzenia. Meczet jest także miejscem wyciszenia, odpoczynku od codziennej gonitwy. Nie są rzadkością mężczyźni śpiący na miękkich dywanach, którymi wyłożona jest podłoga. Drugim, najbardziej charakterystycznym miejscem w Yazd jest symetryczny, trzypiętrowy, kompleks Amir Chakhmaq pełniący, przede wszystkim, funkcję meczetu, ale znajduje się tu także bazar i restauracje słynące z szaszłyków z drobiowych podrobów. Budowla jest niezwykle fotogeniczna, zwłaszcza w porze zachodu słońca, gdy ostatnie promienie rozświetlają na pomarańczowo zdobiące ją nisze i łuki. Na placu przed kompleksem znajduje się fontanna, której głównymi elementami są postacie trzech nosiwodów. To swego rodzaju symbol, że w pustynnymi mieście wody jest pod dostatkiem i jest ona dostępna dla każdego. Obok meczetu uwagę zwraca ażurowa, drewniana konstrukcja w kształcie liścia. To tzw. takije, używana podczas przedstawień pasyjnych w rocznicę męczeńskiej śmierci imama Husajna ibn Alego pod Karbalą, wspominanej przez szyitów podczas święta Aszura.

Nieodłącznym punktem podczas wizyty w Yazd jest jednodniowa wycieczka po okolicznych atrakcjach. Wycieczkę taką oferuje każdy hotel i każdy napotkany taksówkarz. W hotelach ceny są stałe, zależne od ilości chętnych, ale w przypadku taksówkarzy zależy to już od zdolności negocjacyjnych. Korzystam z najbardziej popularnej wycieczki obejmującej wizytę w trzech miejscach – Chak Chak, Meybod i Kharanaq. Chak Chak to niewielka, ale bardzo ważna dla zoroastrian świątynia ognia. Co roku przybywają tu tysiące pielgrzymów. Z miejscem wiąże się legenda o księżniczce Nikbanuh z dynastii Sasanidów. Uciekając przed inwazją Arabów w VII wieku n.e. schroniła się wraz ze swoją świtą w jaskini, wysoko w górach. Gdy zabrakło im wody, uderzyła laską w skałę i z tego miejsca zaczęły kapać krople – kap, kap… Tak dosłownie należy tłumaczyć nazwę tego miejsca. Obecnie wciąż kapią tu krople świętej wody i płonie wieczny ogień. Ciekawostką jest, że wstępu do wnętrza sanktuarium nie mają kobiety w czasie menstruacji, o czym informuje kartka przywieszona przed wejściem. Sama świątynia nie wygląda za specjalnie, ale wrażenie robi jej usytuowanie na zboczu wielkiej góry, widok z samego obiektu oraz dojazd. Droga wije się bowiem przez pustynię i góry, a krajobraz z każdym kilometrem staje się coraz bardziej księżycowy.

W równie surowe krajobrazy obfituje Kharanaq, czyli „miejsce narodzin słońca”. To gliniana wioska widmo, a zachowane zabudowania powstały ponoć ponad 1000 lat temu. Opuszczone, rozsypujące się budynki tworzą labirynt przejść i korytarzy. Kilka budowli zrekonstruowano, m.in. minaret meczetu i karawanseraj, czyli dom zajezdny dla podróżnych i karawan. Mogę zajrzeć w każde miejsce, wejść na dachy i ostrożnie po nich spacerować podziwiając okolicę. W niedalekiej odległości od ruin efektownie przebiega antyczny akwedukt przecinający koryto rzeki, rosną pistacjowe drzewa. Kharanaq jest bez wątpienia jednym z miejsc magicznych, jednym z piękniejszych i najbardziej malowniczych w całym Iranie. Choć opustoszałe, zachowało ducha dawnej świetności z czasów, gdy tętniło życiem. Kolejnym miastem zbudowanym z gliny i jeszcze starszym niż Kharanaq jest Meybod. W jego centrum, na naturalnym wzniesieniu wybudowano w czasach dynastii Sasanidów ogromną fortecę Narin Qal’eh. To najstarsza w Iranie forteca zbudowana z glinianych cegieł. Z murów obronnych rozciąga się niezapomniana panorama miasta. Uwagę zwraca zwłaszcza dziwny budynek w kształcie kopca, to Pałac Lodowy, czyli starożytna lodówka. Pusty w środku kopiec, o ścianach grubości 2 metrów, przykrywał ogromną dziurę w ziemi, w której składowano tafle lodu ściągnięte z okolicznych gór. Panująca wewnątrz niska temperatura pozwalała na długie przechowywanie mięsa i innych łatwo psujących się produktów. Najciekawszym jednak budynkiem, nie ze względu na wygląd przypominający przysadzistą basztę, ale na przeznaczenie, jest Wieża Gołębia. Był to gigantyczny gołębnik zaprojektowany na około 4000 ptaków, służący do produkcji naturalnego nawozu, jakże cennego na pustyni. Wewnątrz wieży, na obwodzie koła, w ścianach i kolumnach umieszczono tysiące dziur i półek, na których przysiadały gołębie. Co pewien czas wieżę sprzątano wybierając ich odchody. Obecnie, zamiast żywych gołębi, w niektórych otworach umieszczono, ku uciesze turystów, ich wyliniałe makiety.

Złowroga Islamska Republika Iranu, państwo wpisane przez Stany Zjednoczone na listę „osi zła”, nie jest tak straszna, jak ją malują. Przecież wcześniej, przez wieki, była to Persja opiewana w baśniach. Któż nie słyszał o perskich dywanach czy perskich kotach? Któż w dzieciństwie nie marzył o podróży latającym dywanem do bajkowego świata orientu oszałamiającego zapachem przypraw, bogactwem pałaców, pięknem ogrodów i szmerem fontann? Przebyte kilometry drogi, rozmowy z mieszkańcami, zobaczone miejsca uzmysławiają, że jest to kraj piękny i bezpieczny, a medialna propaganda zachodnich mediów znacząco mija się z prawdą. Gdy samolot z lotniska w Teheranie wzbija się w powietrze, nie żegnam się z tą baśniową krainą. Szepczę cicho – do zobaczenia. Wkrótce. Inszallah…

Zamknij