Strona główna / WEWNĄTRZ PODRÓŻY

Jaka wilijo, taki cały rok

Był grudzień, jechałam do domu na Święta. To był mój najdłuższy wyjazd w życiu. Dłużył się w nieskończoność. W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany dzień powrotu. Z głośników płynął niski, kojący głos Chrisa Rea w „Driving home for Christmas”. Do dziś kocham tę piosenkę, na jej wspomnienie robi mi się ciepło na sercu. Ale wtedy szczególnie ją czułam, prawie jakby śpiewał o mnie; wtedy byłam jak on… 

„I’m driving home for Christmas

Oh, I can’t wait to see those faces

I’m driving home for Christmas, yea

Well I’m moving down that line

And it’s been so long

But I will be there

I sing this song

To pass the time away

Driving in my car

Driving home for Christmas

 (…)

I take look at the driver next to me

He’s just the same

He’s driving home, driving home

Driving home for Christmas”

Jechałam do domu na Święta i nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę roześmiane twarze moich dzieciaków, uradowaną twarz mojej mamy, mojego ukochanego i reszty rodzinki. Tak długo się nie widzieliśmy. Korki, czerwone światła, stacje benzynowe, autostrady. Jadąc śpiewałam sobie piosenki, żeby nie zasnąć i zająć czymś czas, tak samo jak Chris. Stojąc w korkach miałam okazję obserwować kierowców obok. W sumie to wszyscy chyba wyglądaliśmy tak samo – jakaś tęsknota w oczach, ledwo widoczny uśmiech na wspomnienie najbliższych, dłonie na kierownicy wystukujące palcami rytm muzyki. Oni też patrzyli na jadących obok tak samo jak ja. Przez chwilę wydawało się, że, mimo wszelkich różnic, czujemy to samo. A może to było tylko złudzenie? Sama nie wiem, ale wtedy coś takiego czułam.

Tysiące wspomnień i zdarzeń przelatywało mi przez głowę. Myślałam o Świętach i Nowym Roku. Pierwszy raz od lat miałam mieć wolne w tym czasie i bardzo chciałam zaplanować coś fajnego. Zawsze marzyłam, żeby spędzić ten świąteczno-noworoczny czas w górach. Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, która pomogła mi znaleźć jakieś urokliwe miejsce, co, biorąc pod uwagę fakt, że to był grudzień, graniczyło z cudem. Cuda jednak się zdarzają i udało się! I to w Zakopanem! Zaskoczona rodzinka entuzjastycznie przyjęła pomysł spędzenia Świąt i Sylwestra w górach i w przeddzień Wigilii byliśmy już w Zakopanem, w gościnnej chacie góralskiej rodziny. Chcąc nie chcąc dostosowaliśmy się do świątecznych zwyczajów i tradycji Podhala.

Na kolację wigilijną czekaliśmy od samego rana, trzymając przez cały dzień ścisły post. Według tradycji nie można jeść nie tylko mięsa, ale też mleka i masła, a nawet słodyczy. Przez lata tradycja ta nieco okrzepła, jednak w dalszym ciągu jest obecna. Po ukazaniu się na niebie pierwszej gwiazdki usiedliśmy do wieczerzy. Uroczystość rozpoczął gospodarz, składając życzenia i dzieląc się opłatkiem ze wszystkimi. Na wigilijnym stole, zgodnie z tradycją, znalazło się 12 dań, a pod obrusem sianko. Było też dodatkowe wolne miejsce przy stole; stały też snopki owsa i jęczmienia, co ma zapewnić dobre zbiory. Wieczerza odbywa się w niemal całkowitej ciszy, co podkreśla wyjątkowość tego wieczoru. Według zwyczaju resztki potraw po wieczerzy gospodarze złożyli do jednego garnka i zanieśli zwierzętom, a sianko spod obrusa dodaje się do codziennej paszy bydła, “co by się zdrowo chowało”.

Wigilijne potrawy z Podhala są niezwykłe i niespotykane w innych regionach. Nawiązują do tradycji, są przy tym proste i niewyszukane. Przeważają ziemniaki, sery i kapusta kwaszona. Nie może zabraknąć zupy grzybowej, gruli (ziemniaków), rzezańców (rodzaj makaronu), krup/pęcoku (kasza) czy postnej kapusty z grochem, ale też smażonego karpia i regionalnego pstrąga. Na słodko podawane są kluski z makiem i miodem oraz kluski ze śliwkami. To jest „must have” większości podhalańskich rodzin. Podhale może pochwalić się także innymi wyjątkowymi przysmakami, jak bukty (kopytka ziemniaczane), moskole (ziemniaczane placki pieczone na blasze) oraz kłuty (kapusta z ziemniakami). Smakosze słodkości też znajdą coś dla siebie – kołatankę, czyli danie z ugotowanej kaszy jęczmiennej z dodatkiem brukwi i miodu. Miód osładza również opłatek.

Górale wielką wagę przywiązują do odpowiedniego zachowania i zwyczajów. Już od rana domownicy zwracają uwagę, kto jako pierwszy pojawi się w progach ich domu. Ma to duże znaczenie, bo wierzą, że jeżeli próg przekroczy mężczyzna, to zapewnia to dobrobyt i powodzenie. Gorzej, gdy pierwszą osobą jest kobieta, która sprowadzać miała niepowodzenie. Mimo, że ten zwyczaj traktuje się teraz z przymrużeniem oka, to sentyment pozostaje i tworzy specyficzną atmosferę wśród domowników. Nie jedyny to zwyczaj w tradycyjnej podhalańskiej rodzinie. Panny czekające na swego królewicza nasłuchiwały odgłosów chrumkań świńskich, które miały informować, ile będą czekać na oddanie wianka. Dawniej nie przyjmowało się gości, ponieważ mieli oni sprowadzać na dom nieszczęście. Po co więc wolne miejsce przy podhalańskim stole? Dodatkowa zastawa jest przygotowana bardziej z myślą o ostatniej zmarłej w rodzinie osobie. W regionie mówi się też – „Jaka wilijo (Wigilia), taki cały rok”, dlatego mieszkańcy starają się przeżyć ten dzień jak najlepiej.

Podhalańskie Święta to wyjątkowe przeżycie, bogate w piękne regionalne akcenty. Tysiące światełek, setki bałwanów, góralskie kolędy, świąteczne jedzenie – to właśnie dlatego Święta w górach są tak wspaniałe. Wybierzcie się na Pasterkę, posłuchajcie góralskich kolęd, posmakujcie regionalnych wigilijnych potraw, podziwiajcie przepięknie udekorowane żywe choinki. Jeżeli zostaniecie na Sylwestra, czekają na Was inne atrakcje. Przede wszystkim kuligi – jazda ogromnymi drewnianymi saniami ciągniętymi przez konie lub psimi zaprzęgami po zaśnieżonych szlakach to po prostu rewelacja. Często podczas kuligów jest góralska herbata i ognisko z pieczeniem kiełbasek. W noc sylwestrową możecie bawić się do białego rana przy muzyce kapeli góralskich. Co bardziej aktywni mogą spędzić noc sylwestrową i przywitać Nowy Rok na stoku szalejąc na desce lub nartach.

Po tamtych Świętach mam do dziś cudowne wspomnienia. Nigdzie nie poczujecie takiego uroku i takiej magii Świąt jak tam na Podhalu.

(Felieton pochodzi z magazynu PiliPili Travel Buddy Nr 4/2020)

Zamknij