Strona główna / Kazachstan

KAZACHSTAN – KRAINA TYSIĄCA KOLORÓW

Artykuł użytkownika

„The city of thousand colors” – miasto tysiąca kolorów – taki slogan wita mnie po wyjściu z lotniska w Ałmaty, niedawnej stolicy, która status ten utraciła na rzecz Astany (obecnie Nur–Sułtan) w 1997 roku.

Hasło reklamowe miasta wydało mi się nieco przesadzone, gdyż przewodniki opisują Ałmaty jako szare, nieciekawe i takie właśnie było na pierwszy rzut oka. Jako jedna z niewielu atrakcji podawane jest jego naturalne usytuowanie, gdyż położone jest u podnóża Ałatau Zailijskiego, pasma w Tienszanie rozciągającego się wzdłuż granicy z Kirgistanem. Faktycznie, nawet nieciekawe, posowieckie budynki nabierają charakteru na tle ośnieżonych górskich szczytów. Tak pięknie położony jest chyba tylko Teheran. Pierwszym kolorem rzucającym się w oczy jest zieleń. Nie tylko dlatego, że okna mojego hotelu skierowane były na słynny Zielony Bazar, gdzie można kupić niemalże wszystko – od świeżych warzyw i owoców po pyszne suchofrukty, bakalie. Od osławionego kumysu po nieznaną w Polsce koninę. Zielono mi było także z uwagi na fakt, że dawno nie widziałem miasta tak obsadzonego drzewami, z taką ilością zacienionych alej, skwerów i parków, co przy surowości i monotonności stepowego pejzażu niemal całego kraju, stanowi miłe zaskoczenie i odpoczynek dla ciała i duszy od palącego słońca kazachstańskiego stepu i wysokich, letnich temperatur.

Jednym z ciekawszych parków jest Park Panfiłowa, nazwany tak na cześć 28 żołnierzy radzieckiej dywizji sformowanej w Ałmaty, którzy mieli zginąć bohatersko broniąc Moskwy przed niemieckim najeźdźcą podczas II Wojny Światowej. „Wielka jest Rosja, ale cofnąć się nie ma gdzie, za nami Moskwa!” – słowa wypowiedziane przez dowódcę oddziału przed walką widnieją na monumentalnym pomniku wznoszącym się w centralnej części parku. Choć później udowodniono, że historia ta jest, delikatnie mówiąc, naciągana i rozpowszechniona dla poprawy morale armii czerwonej, to wciąż czczona jest tu pamięć o poległych bohaterach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, dla których płonie wieczny ogień. Dusze obywateli Kazachstanu, zwłaszcza tych starej daty, zdają się mieć ciągle kolor czerwony. W niedalekiej odległości od pomnika podziwiać można barwny, niczym pisanka, Sobór Wniebowstąpienia Pańskiego, do wybudowania którego nie użyto ani jednego gwoździa. Jest ponoć drugim, co do wielkości, budynkiem na świecie zbudowanym w ten sposób – wyłącznie z drewna. Na placu przed kościołem przechodnie atakowani są przez watahy gołębi, dzieci mogą przejechać się na kucyku lub elektrycznym samochodzikiem, kupić watę cukrową, lody czy gotowaną kukurydzę. Nic więc dziwnego, że miejsce jest bardzo lubiane i oblegane przez całe rodziny. Równie popularne jest wzgórze Kok–Tobe, na które wjeżdża się wygodnie kolejką linową. Czego tam nie ma! Stoiska z pamiątkami, budki z jedzeniem, karuzele, pokoje grozy, mini zoo, a przede wszystkim mnóstwo atrakcji dla najmłodszych. Wieczorem, słuchając przebojów The Beatles, z platformy widokowej oglądać można zachodzące leniwie za górami słońce. To nie pomyłka, na Kok–Tobe znajduje się, odlany z brązu, pomnik „Czwórki z Liverpoolu”, do którego tworzą się kolejki chętnych na pamiątkową fotografię.

Bogactwem regionu i jego faktyczną atrakcją są jednak okoliczne perły przyrodnicze, których różnorodność wprawia w zachwyt. Jedne osiągalne są w ciągu kilkudziesięciu minut jazdy autobusem czy taksówką z Ałmaty. Wyprawa do innych wymaga nieco więcej zachodu. Pokonanie 200-300 km wywołuje początkowo pewien niepokój, ale patrząc na mapę kraju, dziewięciokrotnie większego od Polski, przychodzi na myśl rosyjskie powiedzenie, że „sto wiorst nie droga”. Nie ma wątpliwości, że pierwsze co wzbudzi nasze zainteresowanie, dokąd wyrwie się nasze serce, to dostępne w zasięgu wzroku, zamykające horyzont, okoliczne góry. Najłatwiej dostać się do malowniczego ośrodka narciarskiego Szymbulak, którego okolice przypominają wysokogórskie, alpejskie krajobrazy. Najpierw komunikacją publiczną docieram pod legendarne w ZSRR lodowisko i tor łyżwiarski Medeo, gdzie szkoliło się kilka pokoleń łyżwiarzy. Na tym położonym najwyżej na świecie obiekcie wielokrotnie bito rekordy świata. Stąd, na wysokość 3200 m n.p.m. pnie się gondolowa kolejka linowa, a przejażdżka jest atrakcją samą w sobie. Z jednej strony, daleko w dole majaczą zabudowania Ałmaty, z drugiej wznoszą się ku niebu ośnieżone czterotysięczniki, a przeszkolone gondole suną powoli nad kwiecistymi polanami przecinanymi ryczącymi, górskimi potokami. Równie urocze i również dość blisko miasta jest położone na wysokości 2511 m n.p.m. Wielkie Jezioro Ałmatyńskie, przepiękny górski zbiornik, zasilany mętną wodą z okolicznych lodowców co sprawia, że jezioro przybiera mlecznobiałe barwy. Jezioro znajduje się w strefie przygranicznej z Kirgistanem i zabronione jest nawet samo podejście do jego brzegów. Mnie jednak udaje się wykorzystać chwilowy brak strażnika granicznego i zanurzyć dłonie w nieprzyjemnie zimnej wodzie.

Górskie jeziora są jednym z największych skarbów południowo-wschodniego Kazachstanu. Jeżeli ktoś kiedykolwiek przeglądał fotografie promujące kraj czy relacje z podróży, z pewnością widział tajemnicze, turkusowe jezioro, z którego wystają nagie kikuty drzew. To jezioro Kaindy. Powstało nieco ponad 100 lat temu w wyniku trzęsienia ziemi. Spadające, z otaczających wąwóz gór, skały utworzyły naturalną tamę, w wyniku czego wypełnił się on krystalicznie czystą wodą, zaś rosnący tu las zaczął obumierać. Początkowo drzewa, na całej swojej wysokości, znajdowały się pod powierzchnią wody, której poziom obniżył się znacząco w 1980 roku na skutek lawiny błotnej. Dopiero wówczas pnie wyłoniły się znad tafli wody, która działa niczym lustro, co sprawia, że efekt wizualny jest imponujący. To prawdziwy raj dla miłośników fotografii. Kolejnymi perłami w przyrodniczej koronie Kazachstanu, czy jak mawiają sami Kazachowie „perłami Tienszanu”, są jeziora Kolsai. To system trzech jezior, pomiędzy którymi biegnie szlak turystyczny. Pierwsze, położone najniżej, zachwyca swą zielono-niebieską barwą i zdumiewającą przejrzystością, dzięki czemu widoczna jest porastająca dno roślinność, zalegające kamienie i pnie. Do drugiego jeziora, oddalonego o około 7 km, prowadzi ścieżka wytyczona przez las, z przewyższeniem około 500 m. W suchy dzień droga nie jest technicznie wymagająca. Mnie jednak zaskoczyły ulewne opady deszczu. Wystające głazy, korzenie drzew stały się niebezpiecznie śliskie, ścieżka zamieniła się w błotną breję dodatkowo rozjeżdżoną końskimi kopytami. Przyjemny trekking zamienił się w walkę przed upadkiem. Urok jeziora przesłoniły nisko sunące ołowiane chmury, rodzące niepokojący klimat. Do trzeciego jeziora, znajdującego się najbliżej granicy z Kirgistanem, nawet gdyby przejście nie było zamknięte przez straż graniczną, z uwagi na zmęczenie i tak pewnie bym już nie dotarł.

Obwód ałmatyński obfituje w zmieniające się, magiczne krajobrazy. Porzucam zalesione góry i turkusowe jeziora. Przemieszczam się do założonego w 1996 roku Parku Narodowego Ałtyn Emel. Według legendy, gdy w XIII wieku wojska Czyngis-Chana przemierzały te rejony, by podbić Azję Środkową, słynny dowódca widząc o zachodzie słońca góry pokryte pożółkłą trawą miał krzyknąć „altyn emel!” czyli „złote siodło!”. Mnie przyciągnęły tu bajecznie kolorowe góry Aktau oraz śpiewająca wydma, która jednak miała zły dzień i milczała jak zaklęta. Góry Aktau zwane są także, nie widzieć czemu, Białymi Górami. Obok białego, dominują tu bowiem pastelowe barwy w odcieniach czerwieni, brązu, pomarańczy, żółci, a nawet zieleni. Są to miękkie góry kredowe, więc wiatry i deszcze przez miliony lat uformowały je w fantazyjne kształty, przypominające niekiedy muszle przegrzebków, wyryły fantazyjne kaniony. Cechą tych gór jest całkowity brak roślinności, można więc odnieść wrażenie pobytu na obcej, nieznanej planecie. Do tego panuje tu wszechogarniająca, niczym nie zakłócona cisza, dająca odpoczynek zmęczonej duszy. Kto jednak nie przepada za niezmąconą ciszą, tego z pewnością skusi śpiewająca wydma. Według legendy pochowany jest tu sam Czyngis-Chan wraz ze swoim wojskiem i to ich udręczone dusze jęczą opowiadając potomnym o swoich wyczynach. Prawda jest jednak bardziej prozaiczna. Przy suchej, wietrznej pogodzie, ziarenka piasku ocierają się o siebie wytwarzając niezwykły, głęboko wibrujący dźwięk, jednym przypominający organy, innym odgłos silników odrzutowca. Sama wydma, która ma kształt półksiężyca, wysoka jest na około 150 m, a długa na około 3 km i wyrasta nagle ze stepu, pośrodku niczego. Może faktycznie znajduje się tu grobowiec wielkiego mongolskiego wodza? Mnie, niestety, nie udało się usłyszeć jaki repertuar prezentuje rzeczona wydma, gdyż dzień przed moim przybyciem spadł deszcz. Musiał mi wystarczyć dość męczący spacer po jej grzbiecie, ale obfitujący w iście saharyjskie widoki.

Na koniec pobytu w Kazachstanie zostawiam sobie jego absolutne must see, fantastyczne dzieło przyrody, jeden z naturalnych cudów, którego nie można pominąć, czyli Kanion Szaryński, mały brat Wielkiego Kanionu Kolorado w Arizonie. Gdyby ktoś chciał kręcić western w Kazachstanie, to nigdzie indziej, tylko właśnie tu. Z daleka kanion nie jest widoczny, ale gdy tylko dojdzie się do jego brzegu, ujrzeć można kręty wąwóz, którego ściany wyrzeźbione są w fantazyjne kształty. Najbardziej znaną i widowiskową częścią Kanionu Szaryńskiego jest Dolina Zamków. Formy skalne, zdobiące ściany tego kilkukilometrowego odcinka, przypominają mury obronne średniowiecznych zamków, baszty, bramy. Legenda głosi, że właśnie tutaj znajdowały się wrota do wnętrza ziemi. Jeśli nie liczyć norek dziesiątek, setek myszoskoczków to niestety, na żadne tajemne przejście nie natrafiłem.

Położony w Azji Centralnej Kazachstan nie budzi w Polakach zbyt wielu skojarzeń. Jeżeli nawet, to przeważnie nie są to skojarzenia pozytywne, gdyż nasza historia boleśnie została powiązana z tym krajem za sprawą stalinowskich zsyłek na bezkresne, nieprzyjazne stepy. Jedni, starsi, mogą skojarzyć dawną republikę ZSRR z kosmodromem Bajkonur – stąd Jurij Gagarin wystartował w pierwszą w dziejach kosmiczną podróż. Młodsi z pewnością oglądali obrazoburczą komedię o przygodach Borata. Na skutek zniesienia wiz i uruchomienia niedrogich połączeń lotniczych, podróż do Kazachstanu nigdy nie była prostsza niż obecnie. Może „południowa stolica” republiki – Ałmaty nie jest miastem tysiąca kolorów, jak brzmi jej hasło promocyjne, ale sam region z pewnością godny jest takiego określenia. To kraina tysiąca barw, więc warto się tu wybrać aby odczarować ten piękny, mało poznany kawałek ziemi.

Zamknij