Strona główna / Europa

Miasto inne niż wszystkie

Leży zaledwie 60 km od Gdańska i to jest jego przekleństwem – Elbląg zazwyczaj bywa pomijany. Również i ja dotarłam tu dopiero niedawno. Jakże miłe było to zaskoczenie! A jeśli do wizyty w tym ciekawym miejscu dodać rejs Kanałem Elbląskim z jedynym na świecie systemem pochylni, otrzymujemy przepis na niezapomniany weekend.

Fot: Shutterstock

Na Stare Miasto docieram wczesnym wieczorem. W półmroku rozświetlonym przez uliczne latarnie na pierwszy rzut oka wygląda podobnie do innych tego typu miejsc: są kamienice, klimatyczne knajpki, nad wszystkim góruje wieża katedry. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej, budynki mają nowoczesne fasady, a do dawnych czasów nawiązują jedynie formą. Architektura elbląskiej starówki to przykład tzw. retrowersji, czyli postmodernistycznego nurtu zakładającego swobodne podejście do odbudowy zniszczonych miast. Odtwarzając budynki przy zachowaniu pierwotnego układu urbanistycznego, można popuścić wodze fantazji, bez ścisłego trzymania się tego, jak dokładnie wyglądały. Sporo osób uważa to odważne podejście za kontrowersyjne. W Polsce podobne rozwiązania znajdziemy w niewielu miejscach: w Głogowie, Szczecinie czy od niedawna na Wyspie Spichrzów w Gdańsku. Nigdzie jednak na taką skalę jak w Elblągu. Przyjrzeć się bliżej odnowionemu Staremu Miastu, a także poznać lepiej jego historię zamierzam nazajutrz. Udaję się na kolację do restauracji Strzecha nieopodal rzeki Elbląg i przystani, skąd ruszają statki na rejsy Kanałem Elbląskim. W sezonowym menu króluje sielawa – przepyszna ryba lubiąca czyste jeziora północy kraju.

Fot. Shutterstock

Historia ukryta pod ziemią

Miasto zostało niemal doszczętnie zniszczone w czasie II wojny światowej. Gruntowna odbudowa wiązała się z szeroko zakrojonymi badaniami archeologicznymi, które trwały 30 lat. W związku z tym Elbląg szczyci się wyjątkowo bogatymi zbiorami zabytków z wykopalisk. Dzięki nim można poznać fascynującą, burzliwą 780-letnią historię miasta. Była tu tajemnicza osada wikingów – Truso, zamek krzyżacki, prężnie działający port. Elbląg należał też do Ligi Hanzeatyckiej. „Niech pani koniecznie zacznie zwiedzanie od Muzeum Archeologiczno-Historycznego” – słyszę w recepcji hostelu. „To nasza duma! Regularnie do niego wracam i wciąż odkrywam coś nowego”.

Rzeczywiście jest co oglądać. Liczba znalezisk w sekcji „Historia ukryta pod ziemią”, przybliżającej pracę archeologa, naprawdę robi wrażenie: są fajki, butelki, figurki, buty, kości zwierząt. Widać, jak ogromną pracę włożono w przebadanie terenu Starego Miasta. Dalej odkrywamy różne światy żyjących tu przez setki lat ludzi: wikingów, Gotów, przybyłych z Niderlandów osadników Żuław Wiślanych czy bogatych elblążan z czasów hanzeatyckiej potęgi miasta, aż wreszcie dramat II wojny światowej. Muzeum mieści się w budynkach leżących na terenie podzamcza zamku krzyżackiego, który to mieszkańcy w 1454 r. zniszczyli i podpalili.

Fot. Shutterstock

Otwarta galeria

W zestawieniu z „nowoczesnymi” kamienicami w oczy rzucają się budynki z charakterystycznej dla czasów Prus Wschodnich czerwonej cegły – jak choćby imponujący biurowiec Alstom Power, wzniesiony na początku XX w. na potrzeby Zakładu Budowy Maszyn potentata Ferdynanda Schichaua. Wyjątkiem są też kościoły, które prezentują się dokładnie tak, jak w średniowieczu: kościół św. Ducha, katedra św. Mikołaja z wysoką na niemal 100 m wieżą oraz gotycki były kościół Mariacki, obecnie siedziba Centrum Sztuki Galeria El. Do czasu tragicznych wydarzeń w 1945 r. łączyła je specjalna ścieżka – dzisiaj można przejść się jej ostatnim, południowym fragmentem. Wąskie przejście z gotyckimi, ceglanymi łękami to jedna z niewielu oryginalnych pozostałości ze średniowiecza.

Oprócz nietypowej starówki Elbląg ma jeszcze jeden znak rozpoznawczy. Jest on związany ze wspomnianą Galerią El, a konkretnie z organizowanym z jej inicjatywy w latach 1965–1973 cyklicznym Biennale Form Przestrzennych. Ideą była współpraca sztuki i przemysłu. Impreza sponsorowana była przez Zakłady Mechaniczne Zamech, które zapewniły artystom (m.in. Magdalenie Abakanowicz, Zbigniewowi Gostomskiemu, Zbigniewowi Dłubakowi) materiały do wykonania metalowych rzeźb. W ten sposób Elbląg stał się otwartą galerią sztuki – w różnych miejscach, przede wszystkim w parkach, stanęło 50 osobliwych konstrukcji (nie wszystkie przetrwały). Spacerując po mieście, nietrudno się na nie natknąć. Abstrakcyjne formy dają pole do wyobraźni: jak choćby Kompozycja drogowskazowa Jerzego Jarnuszkiewicza, obecnie stojąca tuż przed Starym Miastem – czarna, owalna forma z blach przypominających żaluzje.

Ptasie królestwo

Po intensywnym spacerze po mieście udaję się na przystań, by wsiąść na pokład statku o wdzięcznej nazwie Kormoran. Resztę dnia spędzę na jedynym w swoim rodzaju rejsie. Trudno w to uwierzyć, ale pod jego koniec znajdę się na wysokości… czubka wieży kościoła św. Mikołaja (97 m!). Na początek jednak powoli wypływamy poza miasto, by znaleźć się na pokrytym bujną, pływającą roślinnością płytkim (średnia głębokość to zaledwie 1 m!) jeziorze Druzno – to u jego brzegów istniała legendarna osada Truso. Wpływamy na teren rezerwatu przyrody. Został utworzony, by chronić miejsca lęgowe ptaków, występujących tutaj wyjątkowo licznie. W pewnym momencie aż nie wiadomo, gdzie kierować wzrok – wszędzie widać żurawie, rybitwy, czaple, mewy śmieszki. Można tu też spotkać uroczego, kolorowego podróżniczka oraz niezwykle rzadką i piękną kaczkę podgorzałkę. Wszyscy pasażerowie wyciągają telefony i aparaty, głośno wyrażając zachwyt. To wyjątkowe miejsce: można je podziwiać wyłącznie z pokładu łodzi podczas rejsu Kanałem Elbląskim oraz z wieży widokowej, do której prowadzi trudno dostępna ścieżka. Taka obfitość ptaków spowodowana jest tym, że jezioro stopniowo coraz bardziej zarasta, stwarzając tym samym sprzyjające warunki do życia.

Fot. Shutterstock

Cud hydrotechniki

Teraz czas na wyjątkowe doznania nieco innej natury – zbliżamy się do jedynego nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie wynalazku hydrotechniki: XIX-wiecznego systemu pochylni, które umożliwią nam pokonanie niemal 100 m różnicy poziomów wody. Będziemy „wspinać się” statkiem po trawie! Wpływamy na specjalny wózek, który następnie jest przeciągany po torach za pomocą lin. Porusza je koło wodne napędzane wodą spływającą z wyższego poziomu na niższy. Ważące 24 tony wózki poruszają się równolegle w przeciwnych kierunkach po obu stronach – gdy my wjeżdżamy, obok zjeżdża druga platforma. Wszystko odbywa się bez jakiegokolwiek udziału elektryczności! Działa to w ten sposób, że gdy zostajemy zamocowani na platformie, załoga statku uderza w gong. Wówczas pracownik obsługi w budce przy brzegu pociąga za sznur, co uruchamia sygnał w maszynowni, gdzie operator wprawia w ruch koło wodne. Do pokonania mamy pięć pochylni na odcinku 10 km: Całuny (wybudowana najpóźniej, jako jedyna napędzana jest turbiną), Jelenie, Oleśnica, Kąty i Buczyniec. Ten zadziwiający system jest dziełem inżyniera Georga Jacoba Steenke, który wykonał go na polecenie króla Prus Fryderyka Wilhelma IV. Władca chciał skrócić drogę transportu towarów – głównie sosny taborskiej, wykorzystywanej w przemyśle szkutniczym – z Warmii i Mazur do Gdańska. Początkowo różnicę poziomów wody miało wyrównywać 60 śluz. Steenke udał się jednak do USA, gdzie na nieistniejącym dziś Kanale Morris podpatrzył system pochylni. Postanowił go ulepszyć i wykorzystać przy budowie Kanału Elbląskiego. Oprócz tego wybudował też kilka śluz. Test urządzeń miał miejsce w 1860 r. Trudno w to uwierzyć, ale niektóre z nich są sprawne do dziś! Oficjalnie kanał otwarto w 1862 r., a pierwsi turyści popłynęli nim w 1912 r. Jego budowa pochłonęła więcej niż wzniesienie wieży Eiffla. Dzisiaj to najdłuższy kanał żeglowny w Polsce – wraz z odnogami ma ponad 150 km.

Podczas niemal 5-godzinnego rejsu wysłuchujemy historii nie tylko tego wyjątkowego zabytku techniki, ale i regionu. Chłoniemy otaczającą nas pełną soczystej zieleni przyrodę: malownicze wzniesienia, łąki, lasy. Uwagę zwracają posadzone wzdłuż trasy drzewa – to bardzo charakterystyczne dla krajobrazu dawnych Prus Wschodnich. Do ostatniego punktu naszej wycieczki, pochylni Buczyniec, docieramy wieczorem, więc działająca tam Izba Historii Kanału Elbląskiego jest już niestety nieczynna. Pozostaje tylko podziwiać zachodzące słońce i czekać na powrotny autobus do Elbląga, miasta innego niż wszystkie.

Zamknij