Strona główna / WOJTKA ZDANIEM

Moje wycieczki

Mam wrażenie, że zupełnie nie dorosłem jednak do bycia promotorem marki Pili Pili, stworzyłem sieć na dziś dzień 9 hoteli, kolejne które się budują, mam własny czarter z Warszawy na Zanzibar PiliPili Fly, powstała już pierwsza kawiarnia z sieci PiliPili Cafe, tworzę grupę medialną PiliPili Media czyli prasę, radio internetowe, telewizję internetową, zaraz powstanie PiliPili Market itd. itd.., a mieszkam w budynku z moimi managerami zamiast w jakimś pałacu, a jak mnie ktoś pyta jakie wycieczki są dla mnie najlepsze… to zawsze wychodzi, że te najtańsze, najbardziej przyziemne. 

Odwieczne pytanie: Wojtek jakie wycieczki polecasz, co powinniśmy zobaczyć na Zanzibarze albo tam albo tam? No to znowu robi się śmiesznie, bo nie polecę Wam wycieczek za nie wiadomo jakie pieniądze, tylko zawsze to co mamy najbardziej przyziemne, bo tak lubię, tak dobrze się czuję, tak mi jest dobrze. Słabym sprzedawcą wycieczek jestem – taka jest prawda. 

Świat zwiedzam widokowo – kulinarnie. No tak już mam, kocham widoki, kolory i do tego pyszną kuchnię regionalną połączoną z muzyką i wystrojem (błagam tylko nie nadętym, nie białe obrusy i nie kelner w białej koszuli i czarnych spodniach… nie tylko nie to). 

Tym samym, na przykład na Zanzibarze polecam przepłynięcie się łodzią, moim ukochanym typem łodzi lokalnej Ngalawą, katamaranem żaglowym, który pięknie mknie po turkusowych falach oceanu indyjskiego, sterowanym przez minimum 3 żeglarzy. Do takiej łodzi wsiada się od razu przed moim domem i moimi hotelami 🙂 Z tej łodzi można snorkelować albo też łowić ryby lub ośmiornice. Wycieczka za grosze, a wrażenia i widoki nieziemskie. Inna wycieczka, którą uwielbiam na Zanzibarze to wyjście do jaskini wypełnionej wodą słodkowodną, która to jaskinia należy do Justina, naszego lokalnego sąsiada. Jako, że uwielbiam jeść to oczywiście plantacje przypraw, ogrody owocowe, a zaraz po nich targi z lokalnym jedzeniem takim jak zupa Urojo czy Zanzibar Pizza…. Uwielbiam też organizowanego przez moje Pili Pili Neverlanda czyli wyjazd prywatny, na małą niezamieszkałą wyspę połączoną z prywatną kolacją na niej i snorkelingiem, a wcześniej można na niej zobaczyć lasy mangrowe i przy trochę szczęściu spotkać delfiny.

Do snorkelingu mam ogromny sentyment, bo pamiętam swoje pierwsze snorkelingowanie 15 lat temu w Egipcie, gdy wskoczyliśmy do wody w okolicach Sharm El Sheikh i pierwszy raz na życiu zobaczyłem Rybkę Nemo i jego rodzinę na żywo. Ten błękit wody, te biel rafy koralowej i do tego obłędne kolory rybek to było coś co zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Dziś gdy widzę błękit oceanu indyjskiego który otacza Zanzibar to mówiąc kulinarnie widzę, że to była dopiero przekąska przed daniem głównym. Wiem, wiem – Zanzibar to też jeszcze nie do końca danie główne bo ocean rzeczywiście jest tu najpiękniejszy na świecie, ale rafy są podobno piękniejsze w okolicach Australii ale na razie jestem tu i teraz na Zanzibarze i póki co… najszczęśliwszy na świecie… więc nie ma co gonić króliczka tylko raduję się i szanuję to co mam zaraz przed oknem. 

Moje zwiedzanie jest jak ja, bez nadęcia, bez górnolotnych i ambitnych celów, mam swoje słabości i polecam to co sam naprawdę lubię. Cenię to, ze świat jest różny i każdy ma inne oczekiwania. Pytany odpowiadam, jak jest naprawdę. W moim otoczeniu jedni uwielbiają wchodzenie na szczyty typu Kilimandżaro, inni kochają Safari, a inni uwielbiają wykwintną kolację z wysublimowanym winem i otoczeniem. Cenię moje otoczenie, cenię jego potrzeby, ale każdy musi być sobą i realizować siebie. Nie ma lepszych czy gorszych. Tylko jesteśmy różni i to trzeba kochać w ludziach. Dlatego jeśli pytasz mnie co zobaczyć tu czy tam… luksusowo nie będzie, ale będzie smacznie, przyjaźnie i lokalnie. Czy to będą Włochy, Grecja, Polska, Niemcy czy Zanzibar to zawsze będzie to podobnie. Czy Grecka knajpka na końcu wyspy, gdzie każdy by się już poddał, bo nie wierzy, że tam coś jeszcze jest, czy bawarska knajpa ze sznyclem i kelnerami w bawarskich ogrodniczkach, czy też włoska pizzeria na uboczu to zawsze będzie miejsce, które sprawdziłem, zobaczyłem, zasmakowałem. Czy Tobie będzie odpowiadać? Nie wiem. Mogę polecić moje zwiedzanie, ale to takie zwiedzanie w klapkach i krótkich spodenkach… Nie mam głowy do zabytków, do pamiętania nazw, historii architektury, poznawania malarstwa itd. Obejrzę, zobaczę i będzie to jak z moim smakowaniem wina, albo mi smakuje albo nie, a historia, cena, technologia nie ma znaczenia. Jest po mojemu albo nie. Może być proste, a może okazać się unikalne i wysublimowane. Ma być po mojemu i uczciwie smakować. Takie jest moje zwiedzanie jak moje kubki smakowe. Jasne i oczywiste. Miłego podróżowania…Asante sana!

(Felieton pochodzi z magazynu PiliPili Travel Buddy Nr 3/2020)

Zamknij