Strona główna / WEWNĄTRZ PODRÓŻY

Miasto inspiracji

Chodzę po ulicach i wspominam

Tyle dziejów i lat.

Jak nie kochać tego miasta Lublina,

W którym wiosna,

Młodość

I wiatr.

/Jan Koprowski „Wiersze Lubelskie”/

Wiele strof napisano o Lublinie i niejedne jeszcze powstaną, bo Lublin ze swoją historią, tradycjami i wielokulturowością absolutnie jest tego wart. Motto miasta – „Lublin, miasto inspiracji” – bardzo dobrze oddaje charakter i miejsce Lublina na historycznej i kulturalnej mapie Polski.

Przepiękne Stare Miasto, miasto młodości i studentów, miasto wielu kultur i wyznań i miasto „trolejbusowych batyskafów” (jak to pięknie określił trolejbusy lubelski bard Marek Andrzejewski). Lublin potrafi zauroczyć każdego!

Tak, Lublin, nazywany czasem potocznie, ,Małym Krakowem’’, to miasto, w którym można się zakochać. Raz je odwiedzisz i już jesteś w jego „sidłach”. Z pozoru jest zwyczajne – duży ruch, hałas, nie zawsze czyste chodniki, nie zawsze równe drogi, ciągle dokądś spieszący się ludzie, ale gdy zagłębisz się w urokliwe zaułki i uliczki Starego Miasta (np. ulica Ku Farze – bodajże najwęższa ulica w Polsce i bardzo malownicze miejsce), odwiedzisz Zamek, Trasę Podziemną, Wieżę Trynitarską, Plac Po Farze, Majdanek, Muzeum Wsi Lubelskiej, przespacerujesz się alejkami Ogrodu Botanicznego i Ogrodu Saskiego, to jak w starej piosence lubelskiej Budki Suflera – „już po tobie”. 

Stare Miasto, miejsce niezwykłe, posiadające swoją ukrytą tajemnicę, na ulicach którego tętni jak co dzień zwyczajne życie, to serce Lublina i jego wizytówka. To ono tworzy niezapomniany klimat miasta. To tutaj spotykają się historia i duchy przeszłości z energią młodości i nowoczesnością. Przekraczając Bramę Krakowską, Trynitarską lub Grodzką, od razu poczujesz ten zniewalający urok klimatycznych knajpek i restauracji, oswojonych z ludźmi i wiecznie łakomych gołębi, przepięknie odrestaurowanych kamienic, Trybunału Koronnego dumnie stojącego na Rynku, poczujesz ten klimat kamienic z minionych wieków przypominający mozolnie odtwarzaną atmosferę ich dawnej świetności.

Spacerując po Starym Mieście na pewno natkniemy się na Kamień Nieszczęścia. Jak głosi legenda, ofiarą jego mocy padło kilku nieszczęśników. Jednym z nich był wojak, który marzył o bogactwie. W swojej chciwości wdrapał się na wieżę, aby zabrać kawałek złota z jej kopuły. Spotkała go straszna kara – spadając, uderzył głową o kamień, ponosząc śmierć na miejscu. Kamień był też podstawą pod pieniek kata – wiele ludzkich żyć zakończyło się właśnie na nim.

Jeśli zechcemy na chwilę zwolnić i uciec z centrum Lublina, warto odwiedzić Muzeum Wsi Lubelskiej, Ogród Botaniczny i Ogród Saski.

W ulokowanym tuż przy starej drodze do Warszawy Muzeum Wsi Lubelskiej zajęcie znajdą i dzieci i dorośli. Maluchy mogą tu swobodnie biegać wśród domowego ptactwa, a ich rodzice zwiedzić różnorodną ekspozycję m.in. ubogiego domku małżeństwa z Powiśla z 1939 r. lub wiejskiego sklepiku z początku XX wieku.

Ogród Botaniczny w dolinie rzeki Czechówka położony jest na ciekawie ukształtowanych terenach, upstrzonych tak charakterystycznymi dla Lubelszczyzny wąwozami lessowymi. Na terenie odrestaurowanego dworku na Sławinku można pospacerować wśród zgromadzonej w ogrodzie roślinności – jak niegdyś Tadeusz Kościuszko, który przeżył tu swoją pierwszą wielką miłość do Ludwiki, jednej z córek gospodarza Sławinka, wojewody Józefa Sosnowskiego.

Chyba nie wszyscy wiedzą o pewnym zagadkowym miejscu w Lublinie, tuż obok Ogrodu Saskiego –  jest to jedyny w Polsce tzw. Domek Kata – dawna szubienica. Jeden z najciekawszych zabytków, niemal nieznany i zapomniany, pochodzi z 1595 roku (a pierwsze wzmianki pochodzą z 1408 roku). Początkowo mieszkał tu kat wykonujący wyroki śmierci na skazańcach. Obok grzebano samobójców i przestępców. Więźniowie, idący na śmierć, mogli przystanąć w miejscu dzisiejszej kapliczki w Ogrodzie Saskim i odmówić ostatnią modlitwę przed śmiercią. Następnie wchodzili po drewnianych schodach na pomost Domu Kata. Pomost był otoczony czerwoną barierą, taki kolor miał też strój kata. Dzięki szubienicy, zwanej Domem Kata powstała kaplica dla skazańców, którą później otoczył klasztor Dominikanów Obserwantów (dziś jest tu KUL). W czasach zaboru austriackiego szubienica została rozebrana, budynek pokryto dachem i służył jako prochownia. Kiedy powstał Ogród Saski, w Domku Kata mieszkał ogrodnik. Dziś stoi pusty i niestety możemy go podziwiać tylko przez ogrodzenie, ponieważ jest własnością prywatną.

Jednym z ulubionych przez mieszkańców i turystów miejsc na mapie Lublina, jest powstały w latach 20-tych XIX wieku Plac Litewski z piękną fontanną. Plac jest centralnym miejscem w Lublinie, odbywają się tam ceremonie państwowe i różnorakie imprezy. W sezonie turystycznym fontanna staje się częścią wieczornych pokazów multimedialnych; warto je zobaczyć. 

Do 2017 roku nad Placem Litewskim dumnie górowało drzewo o wdzięcznej nazwie „Baobab”. Trwał niezmiennie i towarzyszył mieszkańcom miasta przez ponad 100 lat na Placu Litewskim aż do czasu jego rewitalizacji. Stał się punktem orientacyjnym i jednym z najbardziej charakterystycznych elementów lubelskiego krajobrazu jako miejsce spotkań; nie ma chyba dorosłego mieszkańca Lublina, który by choć raz nie umówił się i nie spotkał pod Baobabem.

Tak naprawdę Baobab to nie był baobab, tylko topola czarna. Ciężko ustalić dziś, skąd wzięło się osobliwe imię tego drzewa i ile mógł mieć lat. Były różne hipotezy – jak choćby ta, że drzewo zostało zasadzone krótko po upadku powstania styczniowego i miało przypominać o żałobie, ale również, dzięki swojej masywności i sile, pokazywać, że duch w narodzie nie ginie.

Jako wiekowy pomnik przyrody mający niestety swoje „problemy zdrowotne” z powodu m.in. wyłożeniem wokół niego kostki brukowej, Baobab nie przeżył remontu Placu Litewskiego, co zasmuciło niemałą część mieszkańców Koziego Grodu. Został ścięty w maju 2017 roku, a w tym miejscu posadzono nowe drzewo, także topolę czarną. Obok bryły korzeniowej umieszczono „kapsułę czasu” z listem prezydenta miasta i życzeniami mieszkańców.

„I tyle się z mieściło, bo więcej nie weszło” jak mawiał Stefan Friedmann. Drugiej części lubelskich ciekawostek spodziewajcie się za miesiąc 🙂

Zamknij