Strona główna / BRODZIK W BRODZIKU

„Pokaż mi swój dom, a powiem ci, kim jesteś”.

Tegoroczne wakacje są inne. Jak większość świata, staram się przetrwać szalejącą z powodu koronawirusa epidemię niepokoju, niepewności i najtrudniejszą dla mnie do zniesienia izolację od ludzi. Zamiast jak co roku wyruszyć w stronę Toskanii, Grecji, Bornholmu czy Hiszpanii, ze względu na rozsądek zostałam tu – w Polsce. Chcę, żeby ten tekst przyniósł i mnie, i Tobie, czytelniku, wytchnienie oraz nadzieję. Podzielę się z Tobą zatem pewnym odkryciem i przemyśleniem, które nie pojawiłoby się we mnie, gdyby nie obecna sytuacja…

Piszę ten tekst, siedząc na tarasie drewnianego domku A., która jest tak kochana, że tego lata ugościła mnie dwukrotnie. Znamy się z A. od wielu lat. Pracujemy razem. Z czasem nasza znajomość przeniosła się na grunt prywatny. Bywałyśmy u siebie w warszawskich domach, ale dopiero tutaj poznałam A. naprawdę.

Domek niedaleko plaży, pachnący drewnem i kadzidłem, rozbrzmiewający dźwiękiem starych przebojów sączących się przez cały czas z włączonego radia, stał się dla mnie jednością z nucącą pod nosem A., która przyjeżdża tu od dziecka i zna każde ziarenko piasku w okolicy. Teraz naprawdę cię widzę – pomyślałam wzruszona. Obserwując ją przy pieleniu i podlewaniu roślin, zrozumiałam, że kiedy kolejny raz usiądę, żeby mnie umalowała i uczesała, będę z jeszcze większym szacunkiem i wdzięcznością oddawać się jej mądrym dłoniom. Dom A. – ze ścianą sypialni pomalowaną tak, by przypominał plaże i morze, z hamakiem zawieszonym pod ogromnym świerkiem – nie mógłby należeć do nikogo innego.

Miałam w życiu szczęście bywać w wielu domach bliskich mi ludzi. Siedziałam przy ich stołach, piłam herbatę z ich kubków i spałam w ich pościelach. Dopiero teraz jednak dotarło do mnie, jak wiele można wyczytać z miejsc, w których żyjemy. Ile możemy się dowiedzieć o ludziach, o których wydaje się nam, że wszystko już wiemy.

Mieszkanie mojej babci pachniało ciastem drożdżowym i wirującym w słońcu kurzem. Pościel była wykrochmalona, cudownie sztywna, bielutka jak śnieg, pachnąca werbeną, a może lawendą. Maleńka, nieprawdopodobnie zagracona kuchnia zawsze skrywała jakieś smakołyki. Przekroczenie tego progu było jak znalezienie się w kochających ramionach babci.

Dom mojej mamy to magiczny zapach barku w meblościance. Lata trzymania tam czekoladek, cukierków i wszelkich innych słodkości sprawiły, że uchylenie drzwiczek jest wyprawą do krainy łasucha i można się najeść samym zapachem. Choć nie tylko! Niezliczone pamiątki, figurki przywiezione w prezencie z kolonii i inne bibeloty, nawet te najdziwniejsze, składają się w historię naszego – mojego i rodzeństwa – dorastania i otaczają maminą przestrzeń jak talizmany.

Miejsce zamieszkania M. to nieodmiennie fascynująca mnie ilość przedmiotów. Gazety, książki, przyprawy, ubrania, pudełka i buty. M. jest typem zbieraczki, więc mnie – minimalistkę – odrobinę przytłacza ilość rzeczy, jakich M. potrzebuje do wypełnienia swojego prywatnego świata. Niemniej wędrowanie oczami i dłońmi po jej apartamencie jest dla mnie niesamowitą przygodą. Nigdy nie zapomnę swojego osłupienia, kiedy po raz pierwszy weszłam do łazienki M. i odkryłam, ile flaszeczek, słoiczków i tubek było w zasięgu ręki. I M. tego wszystkiego używa! Dopiero znając jej mieszkanie, można próbować zrozumieć, jak niezwykle wszechstronną jest osobą.

B. jest projektantką mody i przed każdą wizytą u niej czuję ekscytację – jak przed wernisażem czy premierą w teatrze. Znamy się z B tak długo, że bywałam u niej w kilku lokalizacjach. Niezależnie od wielkości i możliwości miejsc, w których zamieszkiwała, zawsze piękniały i szlachetniały za pomocą niezwykle pomysłowych, prostych trików. Zmieniały się dekoracje, doniczki, zasłony (zawsze w zgodzie z panującymi trendami). Fascynuje mnie lekkość, z jaką B. przeobraża puf i drabinę w wygodny fotel, a znalezioną skrzynkę po winie w wytworny pojemnik na zioła. Wizyta u B. to nie tylko przyjemność spotkania, lecz także doznanie czysto estetyczne i niewyczerpane źródło inspiracji.

K. długo czekała na swoje cztery kąty, a kiedy w końcu się doczekała, po latach mieszkania w wynajmowanych pokojach zupełnie nie mogła się przyzwyczaić. Lokum – mimo że pięknie urządzone i przytulne – wydawało jej się nieprzyjazne. Wszystko się zmieniło, kiedy razem z przymusową izolacją skończyły się świece, które K. kocha. Teraz jej mieszkanie pachnie cudownymi świecami, którymi zapełnia puste słoiki i wazony, a ona sama z kubkiem aromatycznej herbaty lub szklaneczką whisky siada na swojej pudroworóżowej kanapie i wreszcie czuje się jak w domu. A ja razem z K.! Trzeba tylko wiedzieć, że biała masa, którą K. trzyma pod toaletką w sypialni, to nie słonina… tylko zapas bazy sojowej do wyrobu świec.

Mieszkanie mojej siostry to zapach sernika i imponująca kolekcja grubaśnych książek (mam wrażenie, że cienkich w ogóle nie czyta), a także kolorowe kubki, hamak na środku pokoju, najmilsze flanelowe prześcieradła z gumką i wpędzający mnie w rodzicielskie kompleksy idealny porządek w pokoju mego ukochanego siostrzeńca.

Mój brat ma szczęście mieszkać z kochaną i kochającą E., a ich dom tonie w zieleni. E. jest wiedźmą i wszystko rośnie jej samo. Mimo że mają całkiem daleko do morza i gór, zawsze czuję u nich trochę morskiej bryzy i zapach rozgrzanych słońcem ziół – zapewne dlatego, że oboje kochają naturę i są włóczykijami.

Kiedy byłam małą dziewczynką i siedziałam z bratem w domu z kaszlem i katarem, moja ukochana babcia wymyśliła zabawę. „Macie tu latarki” – powiedziała. „Zgaszę wam wszędzie światło i ruszajcie na wyprawę!” Ciemne mieszkanie natychmiast zmieniło się w fascynującą krainę cieni i nieodkrytych szczegółów, takich jak rzeźbienia na ramie lustra i tajemnicza „otchłań” za wersalką, gdzie znaleźliśmy zgubiony klucz od strychu i pasiastą skarpetę. Ciepłe migotanie żaru z uchylonych drzwiczek od pieca, uczucie ekscytacji, a zarazem bezpieczeństwa – to wszystko zostanie we mnie jako jedno z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa.

Zapraszam Cię, czytelniku, w podróż po domach. Weź w dłoń latarkę serca i oświetl domy – swój i swoich bliskich. Ta wyprawa może się okazać znacznie bardziej odkrywcza niż do jakiegokolwiek dalekiego kraju.

Zamknij