Strona główna / Azja

Tokio – Ordnung Dalekiego Wschodu?

Samolot z Bangkoku kołuje na tokijskim lotnisku Narita. Podróż z Azji do Azji – cóż może się zmienić? Otóż prawie wszystko. Żar ulicznego chaosu gaśnie. Zastępują go powściągliwe spojrzenia, umiarkowany klimat i kierowcy przepuszczający pieszych na pasach.

Zachłyśnięty nowym krajem i kulturą czym prędzej biegnę zbadać, jak stereotypy o Japonii przekładają się na rzeczywistość. Przy sedesie faktycznie znajduję zbiór przycisków, wszystkie opisane znakami kanji. Dopóki ich nie przyswoję, będzie loteria – suszenie przed myciem, a klapa tylko średnio ciepła. W lotniskowej hali nikt nie krzyczy ani nie nagania. Można spokojnie porównać oferty transportu i kart SIM, nie będąc wciąż szarpanym przez kogoś za rękaw. Niesłychane i jakby mniej azjatyckie. Lista pociągów do centrum opisana z dbałością o detale, nikt nie pcha się do kas. Z colą o smaku przypominającym glony wsiadam do jednego z nich. Na pokładzie dominują różne formy ciszy – skład sunie po torach bezszelestnie, pasażerowie drzemią lub wpatrują się w telefony. Jedyną atrakcją głosową zdaje się być spikerka zapowiadająca kolejne stacje, choć nawet jej głos jest miarowy i stonowany. Namiastkę chaosu przynosi dopiero stacja Ueno. To jednak nieład w kontrolowanej formie – tworzy go tłum i mnóstwo nieczytelnych dla Europejczyka znaków. Tokijczycy suną szybko, mijając się bezkolizyjnie, jakby ktoś wcześniej zaprogramował ich kroki. Teczki, garnitury i garsonki – to czas późnych powrotów z biura i kolejny potwierdzający się stereotyp. Na pierwszy rzut oka Japonia częstuje odwiedzającego obrazami, o których się mówi i czyta, przynajmniej w pobieżnych publikacjach.

Znalezienie prawidłowego wyjścia z dworca zajęło trochę czasu, ale w końcu wychodzę na ulicę. Jest po 22:00, a metropolia jakby spała. Ludzie, którzy przed chwilą wyszli z pociągów, rozpierzchli się. Idę do hostelu boczną aleją, w której nie dzieje się absolutnie nic, jest za to dobrze oświetlona. Czysto jak na austriackiej wsi, jednak koszy na śmieci brak. Chcę złapać jakieś deja vu, ale brakuje punktu odniesienia. Nie byłem wcześniej w tak osobliwym mieście.

Fot. Krzysiek Dopierała

Z ładem i składem

Niemal każdy przyjezdny rozpoczyna swą japońską przygodę właśnie w Tokio. Choć jest to największy obszar metropolitarny Azji (jego populacja to ponad 37 mln ludności!), to cechy Dalekiego Wschodu wyraźnie przenikają się tutaj z atrybutami miast zachodnich. Nie chodzi tylko o wszechobecne sklepy pierwszej potrzeby, obecność globalnych marek i kulturę high tech. W Tokio panuje ład, który odróżnia je od Kuala Lumpur, Pekinu, a nawet rozwiniętych ośrodków pokroju Singapuru. Temu stanowi rzeczy najbliżej chyba do definicji niemieckiego Ordnungu. Niespotykany w Azji porządek panuje nie tylko na ulicach, tworzy go również zestaw rozmaitych nakazów i zakazów, mocno zakorzenionych w głowach tokijczyków. Nie je się tutaj w ulicznym biegu, nie rozmawia przez telefon w metrze, a śmieci utylizuje się we własnym zakresie. Jedne z niewielu koszy na odpady można znaleźć w sklepikach pokroju Family Mart czy Lawson, japońskich odpowiednikach Żabki. Nie ma mowy o przechodzeniu przez jezdnię na czerwonym świetle. Jeśli się to zdarzy, prędzej od mandatu grozi nam pełne troski pouczenie oficera drogówki (przynajmniej taki los czeka obcokrajowców). Zasady nie są tutaj po to, żeby je łamać, a ich respektowanie wydaje się dla Japończyków odruchowe. Być może to scheda po honorowym kodeksie epoki samurajów… 

Tokio, i w ogóle Japonia, to Azja dla turystów, którzy chcą poznać ten kontynent, ale trwożą się na myśl o wietnamskim ruchu drogowym czy indyjskiej kuchni ulicznej. Od strony podróżniczej wiele rzeczy podaje się tu w wersji soft. Punktualne i szybkie pociągi, czyste hoteliki na każdą kieszeń i odrestaurowane, dostępne dla każdego zabytki. Zginąć można tylko w gąszczu mało intuicyjnych drogowskazów z „krzaczkami”. Kierują one do wyjść i na platformy dworców-labiryntów, przez które codziennie przewijają się tysiące mieszkańców stolicy Japonii. W tej kwestii wszelkie rekordy bije Shinjuku, do którego prowadzi ponad 200 punktów dostępu!

Fot. Krzysiek Dopierała

Moloch w niebezpieczeństwie

Rozmiary Tokio budzą respekt. Dziesiątki dzielnic łączy ze sobą węzeł gordyjski transportu publicznego. Linie metra, kolei podmiejskich i autobusów obsługują różni operatorzy, oferujący własne zniżki i zbiorcze bilety na przejazd, niełączące się z innymi. Gdy rozwiążemy już tę szaradę, warto zastanowić się nad tym, co w ogóle chcemy zobaczyć. Mozaika stołecznych dystryktów jest bowiem równie bogata jak możliwości przemieszczania się między nimi. Zabytkowa Asakusa, technokratyczna Akihabara, a może uznawana za centrum subkultur młodzieżowych Shibuya? To dopiero namiastka wewnętrznej części metropolii, jej ścisłego trzonu. Tokio, budząc kuriozalne porównanie z Polską, rozciąga się od morza do gór. Na wschodzie szumią tu wody Zatoki Tokijskiej, a zachód stołecznego regionu to Okutama z prominentnym szczytem Kumotori (2017 m n.p.m.). Organizując sobie czas wolny, tokijczyk ma zatem do wyboru pełną paletę krajobrazów, do których dotrze szybciej niż łodzianian w Tatry lub nad Bałtyk. Tokio, które sobie wyobrażamy, pełne budynków ze szkła i metalu, szintoistycznych chramów i targów rybnych, to zaledwie niewielki wycinek obszaru stołecznego u brzegów wspomnianej zatoki. Jego wysokościowa panorama wzbudza uzasadnione pytanie: jak długo to wszystko postoi? Ostatnie duże trzęsienie ziemi nawiedziło region Kanto (do niego przynależy stolica Japonii) w 1923 roku. Stało się to w porze obiadowej, gdy wielu ludzi gotowało posiłki na ogniu, w konsekwencji czego pożar doszczętnie strawił ogromne połacie miasta. Dzisiaj dużą część jego infrastruktury buduje się z myślą o potencjalnej powtórce tego wydarzenia. W pewnym sensie tokijczycy żyją w ciągłym strachu. W broszurze dystrybuowanej przez stołeczne centrum zapobiegania katastrofom nie owija się w bawełnę. Prawdopodobieństwo wystąpienia trzęsienia ziemi, które uderzy bezpośrednio w centrum metropolii, wynosi 70% na przełomie kolejnych 30 lat. Czy jesteś na to przygotowany? – pytają jej autorzy.

Fot. Krzysiek Dopierała

Tylko dla bogatych?

Tokio dzierży wiele tytułów „naj”. Jest nie tylko najludniejszą metropolią globu, ale i jedną z najdroższych. Aby utrzymać budżet w ryzach, trzeba się trochę nagimnastykować i planować podróż z wyprzedzeniem. W weekendy, a także podczas kluczowych świąt i festiwali, nawet ceny skromnych hotelików kapsułowych nie wpisują się w definicję taniego podróżowania. Prostą radą na to jest wizyta w regularne dni kalendarzowe albo zakwaterowanie w dzielnicach zewnętrznych, jeśli kalkuluje się to z dodatkowymi kosztami transportu. Lekkiego życia nie mają foodies – wojaże po gastronomicznej mapie Tokio są szczególnie drenujące dla portfela. Fakt ten nie powinien dziwić, japońska stolica wielokrotnie stawała bowiem na podium miast z największą liczbą lokali z gwiazdkami Michelin. W tego typu przybytkach tygodniowy podróżniczy budżet lekką ręką schodzi na jedną kolację. Na szczęście jest też inne rozwiązanie. Gotowe zestawy bento z supermarketów to jedna z najtańszych opcji na tokijski lunch. W porze kolacji bywa jeszcze korzystniej – są one przeceniane na wieczornych wyprzedażach. Zawsze można zjeść je na hotelowym dachu i napawać się widokiem nocnych świateł metropolii.

Czy Tokio jest miastem krezusów i bogactwa? Ze wszech miar nie. Helikoptery lądujące na dachach biznesowej dzielnicy Ginza mogą kreować takie wrażenie. Jak przystało na moloch, stolica Japonii generuje jednak problemy typowe dla wiecznie rozrastających się ośrodków. Subtelna różnica tkwi w tym, że skrzętnie milczy się tu na wstydliwe tematy. Co ciekawe, dotyczy to obu stron barykady. Wstydzą się urzędnicy, skrzętnie zaniżając statystyki na temat bezdomności. Wstydzą się sami bezdomni, których raczej nie spotkamy na głównych ulicach czy placach (zostaliby z miejsca usunięci). Bieda w stolicy, tak jak w całym kraju, pozostaje anonimowa. Do głosu znów dochodzi szeroko pojęty honor, którym szczycą się mieszkańcy archipelagu. Ubóstwo i socjalne wykluczenie to tematy tabu, psujące świetlisty obraz kraju, który kreuje jego „wieczny” premier Shinzō Abe. Bogata Japonia podtrzymuje swój mit ze złotych powojennych dekad, nie wiedząc jak długo on przetrwa. Symbolem zmian jest choćby otwarcie kraju na zarobkowych imigrantów. Jeszcze kilka dekad wstecz nie spotkalibyśmy w stołecznym sklepie Wietnamczyka czy Nepalczyka. Dziś ich widok nie dziwi, a starzejące się społeczeństwo i skromna liczba narodzin sprawiają, że struktura społeczna Tokio ewoluuje na naszych oczach.

Fot. Krzysiek Dopierała

Azjatycki stan umysłu

Gdzie skryła się zatem azjatyckość japońskiej stolicy? Banalna odpowiedź brzmi: w umysłach samych tokijczyków. Śpią krótko, pracują dużo. Ponad indywidualizm cenią sobie kolektyw. Przywiązują wagę do harmonii i hierarchiczności. Są przesądni i hołdują tradycji. Większość tych cech stanowi wspólny mianownik krajów Dalekiego Wschodu, od Birmy aż po Półwysep Koreański. Równie azjatycka jest miłość do jedzenia, a zwłaszcza do wspólnego ucztowania, od święta i po pracy. Posiłki są rytuałem, na który nie szczędzi się czasu ani pieniędzy, choć zwłaszcza czas jest w Tokio deficytowy. Namacalny krajobraz orientu kształtują z kolei wszechobecne chramy, świątynie szintoistyczne. Religia ta, wywodząca się z wiary w duchy przyrody, nadaje nutki mistycyzmu nawet nowoczesnym dzielnicom Tokio. Charakterystyczne dla niej bramy torii są szczelnie wciśnięte pomiędzy wieżowce, zabytkowe budynki z epoki Edo (to historyczna nazwa miasta), a nawet wąskie alejki pełne salonów gier i podejrzanych przybytków. Azja przenika się tu więc z Zachodem na każdym kroku, jeśli nie materialnie, to z pewnością mentalnie. Tylko czujny zmysł obserwatora jest w stanie ocenić, które z tych elementów biorą górę nad innymi. Jakie jest Tokio, każdy widzi.

Jak dotrzeć? Tokio posiada dwa główne lotniska – Haneda i nowsze Narita. Oba obsługują liczne trasy międzynarodowe, a na drugie z nich lata bezpośrednio LOT.

Jak się przemieszczać? Główni operatorzy metra to Toei (4 linie) i Tokyo Metro (9 linii). Centrum metropolii oplata też przydatna sieć pociągów JR głównego przewoźnika kolejowego w Japonii.

Gdzie spać i jeść? Najwięcej niedrogiej bazy turystycznej mieści się na północny wschód od głównego dworca Tokio, na obszarze obejmującym dzielnice Akihabara, Ueno, Asakusa oraz Asakusabashi. Niskobudżetowe obiekty leżą też na wschodnim brzegu rzeki Sumida. Nocleg warto wybrać, biorąc pod uwagę dostęp do komunikacji publicznej.

Zamknij